Euronorma naszej działki

Euronorma naszej działki.

 

Wydaje nam się że Unia Europejska i jej ponure przepisy są nie przesądzoną jeszcze groźbą przyszłości. Tymczasem w kraju naszym panoszy się totalitarna iście europejska organizacja niewoląca dziesiątki tysięcy Polaków. Nie tylko w Brukseli najtęższe umysły pracują nad stworzeniem norm i przepisów skutecznie pętających ręce, serca i umysły ludzi...

Polski Związek Działkowców zrzesza kilkaset tysięcy użytkowników działek. Podlegają mu setki ogrodów działkowych znajdujących się w kilkudziesięciu miastach i na terenach podmiejskich. Organizacja ta włada rozległymi areałami często położonymi w bardzo atrakcyjnych miejscach... Ponadto posiada kierownictwo które świetnie zdaje sobie sprawę z ich wartości i czujnie strzeże swego stanu posiadania.

Przeszło sto lat temu powstały pierwsze ogródki działkowe usytuowane na obrzeżach ówczesnych miast. Idea ich założenia była szczytna – miały zapewniać ludziom żyjącym w kamienicach czynszowych kontakt z zielenią, możliwość odpoczynku na łonie natury, oraz szansę uzupełniania ubogiej diety o nowalijki wyhodowane własnym sumptem. Idea posiadania ogrodu bez domu wydać się może konserwatystom dziwna, ale system ten jakoś od biedy zdaje rezultat... Tysiące ludzi których nigdy nie będzie stać na domek z ogródkiem uzyskują w ten sposób namiastkę częściowo mogącą rekompensować ten brak...

Sprawa własności ogrodów działkowych jest przerażająco jasna. Ziemia ta pozostaje własnością, lub dzierżawą wieczystą, Polskiego Związku Działkowców. Jej zakup, lub ustanowienie własności drogą zasiedzenia, jest dla zwykłego członka związku niemożliwe. Ponieważ przy obejmowaniu działki wnosi się opłatę (i to słoną) prawa użytkownika porównać można z sytuacją lokatora mieszkania spółdzielczego. Niby ma się jakąś własność, niby się za nią zapłaciło, ale tak naprawdę... Warto tu na moment cofnąć się kilkanaście miesięcy wstecz i przypomnieć sobie jak bohatersko Zarząd walczył „w obronie działkowców” gdy posłowie planowali włączyć prawo prywatyzacji ogródków działkowych do ustawy uwłaszczeniowej...

Nasze partie agrarne, przerażone możliwością wykupu ziemi przez cudzoziemców, oraz przechwyceniem mitycznych dopłat przez kombinatorów postulowały ostatnio, by grunta rolne, mogli nabywać wyłącznie rolnicy, których miłość do ziemi ojczystej potwierdzona będzie przez odpowiednie certyfikaty... W ogródkach działkowych tego typu rozwiązania obowiązują od dawna. A zatem aby wejść w czasowe posiadanie działki należy wstąpić do Związku Działkowców. Organizacja ta jest na dobrą sprawę monopolistą. Jedynie nieliczne zakłady pracy posiadają jeszcze pracownicze ogródki działkowe – najczęściej też należące do wyżej wymienionej organizacji... Aby zaś ubiegać się o przyjęcie należy ukończyć kurs i wylegitymować się odpowiednim zaświadczeniem...

Popyt na działki przewyższa wielokrotnie podaż. Nowych ogrodów w zasadzie się nie zakłada. Jedynym źródłem poszukiwanego dobra jest więc odzyskiwanie działek przez Związek po śmierci użytkowników, (ponieważ istnieją pewne możliwości dziedziczenia, nie jest to obfite źródło). Większość zdobywa się na drodze porzucenia działek, lub usuwania ich dotychczasowych użytkowników. Przyznanie ogródka działkowego nie jest sprawą prostą, bowiem status precyzuje że pierwszeństwo mają osoby pracujące w uciążliwych dla zdrowia warunkach, posiadające skomplikowaną sytuacje materialną i rodzinną. Chwalebne to założenia, ale rodzące szerokie pole do rozmaitych nadużyć...

Działkę można utracić za jej zaniedbywanie. W praktyce wystarczy że schorowany emeryt przez rok nie miał siły obrabiać „swojej” ziemi, aby zarząd mógł ją w majestacie prawa przejąć. Innym wykroczeniem karanym konfiskatą jest „zmiana przeznaczenia”. Tu przepisy są odrobinę metne. Czy na przykład wykarczowanie jabłonek i posadzenie świerków może być potraktowane jak zmiana przeznaczenia? Następną podstawą skreślenia z listy użytkowników jest prowadzenie na działce działalności gospodarczej. Drżyjcie więc emeryci handlujący marchewką i burakami na pobliskim bazarku... Wygryzą nas także za odstąpienie działki osobie trzeciej. Bywało że w zamian za okrągłe sumy działkowcy dzielili się ze znajomymi radością płynącą z uprawy ziemi... Cóż, gdy działki nie można legalnie kupić ani sprzedać...

Wreszcie skreśleni możemy zostać za rażące naruszenie przepisów... Jakie to przepisy? Sięgnijmy do wydanego w 1998 roku „Regulaminu Pracowniczego Ogródka Działkowego” i poczytajmy mądrości w tym dziele zawarte.

Wedle regulaminu na działce możemy posiadać: altanę, szklarnię, namiot foliowy, okna inspektowe, zbiorniki wodne, pergole, murki kwiatowe, ogródki skalne, huśtawki i inne urządzenia rekreacyjne, oraz kompostownik. Przepisy milczą o utwardzonych miejscach pod ogniska (i tak na działce ogni nie wolno palić), grilach ogrodowych, fontannach, deszczowniach, ozdobnych płotkach, saunie, rosyjskiej bani, masztach flagowych oraz szeregu innych przydatnych urządzeń... Budujemy je na własne ryzyko nie wiedząc nawet czy ich wzniesienie nie będzie czasem rażącym naruszeniem regulaminu. Są atoli konstrukcje których istnienie precyzują odpowiednie przepisy...

Jeśli spędzamy na działce cały dzień ubikacja może okazać się nam niezbędna... Co mówi na ten temat regulamin? Paragraf 70 dopuszcza taką możliwość. Na działce podmiejskiej (a co z miejskimi!?) mamy prawo zbudować sobie kibelek zaopatrzony w „zbiornik na nieczystości ciekłe (szambo)”. Pomińmy fakt że „lokalizację i budowę zbiornika określa instrukcja Krajowej Rady”. (brrr. Nazwa budzi pewne skojarzenia). Co zrobimy jeśli w trosce o przyrodę zdecydujemy się na nowoczesny system szamba biologicznego, z komorami fermentacyjnymi, bakteriami gnilnymi i systemem odprowadzania nieczystości do gleby? Nasze ryzyko. Regulamin nie przewiduje istnienia w naszym ogródku tego typu ekstrawagancji...

Oczywiście najważniejszą częścią naszej działki jest altanka. Regulamin, w paragrafie 71, określa surowo warunki jej postawienia. Tak więc powierzchnia całkowita nie może przekraczać 25 metrów kwadratowych. Wysokość może wynosić cztery metry. Mamy też prawo do 6 metrów kwadratowych niezadaszonego tarasu. Ponadto altana musi być funkcjonalna i posiadać estetyczny wygląd... Pozostaje mieć nadzieję że urzędnik Związku oceniający estetykę i funkcjonalność naszego domku będzie miał zbliżone do nas gusta, bowiem w razie stwierdzenia nieprawidłowości, jeśli będziemy bronić swoich przekonań estetycznych, naszą własność czeka los samowoli budowlanych – rozbiórka... (paragraf 72). O rozmaitych wymiarach szerzej za moment.

Na działce możemy pobudować sobie szklarnie o powierzchni 25 m2 i wysokości 3 metry, jednak „nie może ona posiadać stałych urządzeń grzewczych”.(!!!) (paragraf 73). Innymi słowy zimą ogórki uprawiamy w wannie. Wiosenne rozsady przygotować możemy we własnych oknach inspektowych, których łączna powierzchnia nie może przekraczać 9 m2. Ponadto mamy prawo posiadać basen lub brodzik o wymiarach do 15 m2 i oczko wodne do 10 m2. Łączna powierzchnia zbiorników wodnych nie może przekraczać 15 m2 a głębokość jednego metra.

I tu wracamy do problemu wymiarów. Pomińmy nawet kompletny bezsens administracyjnego ograniczania wolności wznoszenia szklarni i kopania głębokich sadzawek. Wszystkie podane rozmiary, tudzież wymiary łączne nie mają w przepisach żadnej korelacji z powierzchnią działki. W ogrodzie liczącym kilka arów i na działeczce mającej 50 m2 tak samo mamy prawo do budowy zbiorników wodnych o ustalonej regulaminem powierzchni - 15 m2.

Zaskakuje na tym tle fakt, ze pomysłodawcy jednak potrafią przewidzieć różnice w wielkości działek, gdyż tunele foliowe mogą mieć niemal dowolną wielkość – górną granicą ich rozmiarów jest tu 20% powierzchni ogródka! Absurd? Ależ nie, absurdy dopiero się zaczną!

Oto paragraf 78, przebłysk geniuszu bezimiennych myślicieli którzy ułożyli regulamin. Ten pomnik światłej myśli biurokratycznej warto zacytować dosłownie i w całości „Ogrodzenie działki nie może przekraczać wysokości 1 metra”. Innymi słowy złodzieje idąc po nasze jabłka już nie muszą zabierać narzędzi do cięcia siatki. Witamy w krainie racjonalnej świadomości.

Jak wiadomo człowiek to zwierzę stadne – ale od czasu do czasu potrzebuje trochę izolacji i samotności. Żywopłoty stanowią miły dla oka akcent kolorystyczny, wyglądają estetycznie, dobrze zasłaniają przed wzrokiem sąsiadów, zatrzymują kurz, spaliny, hałas... Niestety Zarząd Związku Działkowców stawia na absolutną jawność – paragraf 79 mówi nam, że wysokość żywopłotu nie może przekraczać ...jednego metra. (czyli tniemy równo z siatką...). Jak by tego mało dla zasadzenia odpowiednich krzewów musimy uzyskać ...zgodę użytkownika sąsiedniej działki.(!) Z nim też ustalamy ... wysokość żywopłotu, przy czym nie może być ona większa niż podana wyżej.

A może rząd sosenek posadzonych wzdłuż płotu pozwoli ominąć te przepisy? Niestety. Drzewka sadzić nam wolno w odległości nie mniejszej niż 2 metry od granicy działki. Dodatkowo morele i orzech włoski obowiązują odrębne ustalenia, a odległość minimalna wynosi odpowiednio 3 i 5 metrów... Krzewy wolno nam sadzić w odległości już 1 metra od siatki za wyjątkiem leszczyn i krzewów bujnie rosnących... (Jak widać nasz żywopłot powinien składać się z roślin zielnych). Świerka czy kasztana w ogóle nie wolno mam zasadzić gdyż wprawdzie regulamin dopuszcza możliwość istnienia na naszej działce krzewów i drzew ozdobnych ale te ostatnie muszą występować w odmianach karłowatych.

Paragraf nr 82 określa nam zagadnienia zwalczania owadów. Tu ciekawostka. Szkodniki tępić możemy tylko preparatami na które związek wydał w danym roku zezwolenie... (spis dopuszczalnych preparatów jest dostępny w zarządzie). Skoro listę ustala się co roku to może... Nie, nie popadajmy w paranoję! Nie węszmy wszędzie korupcji.

Paragraf nr 86 dotyczy działalności która bujnie rozkwitała w okresie realnego socjalizmu zaś dziś jakby uległa samorzutnemu ograniczeniu. Na działce wolno nam hodować niewielkie zwierzątka. Niestety tylko dwu gatunków: kury i króliki. Ich ilość określa zarząd danego ogrodu. Innymi słowy Polski Związek Działkowców niechęcią darzy indyki, kaczki, gęsi, gołębie, szynszyle, nutrie... W dodatku w każdej chwili może zjawić się komisja która przeliczy nasz inwentarz. To kolejny dowód na potwierdzenie mojej tezy że ogródki działkowe jedną nogą już znajdują się w Unii Europejskiej... Wprawdzie Zarząd nie wymaga jeszcze oddzielnego dokumentu i kolczyka dla każdego zwierzaka, ale limity hodowlane już jak gdyby wprowadzono...

Ale to jeszcze nie koniec paranoi bowiem w kolejnym punkcie tego paragrafu ponownie błyska biurokratyczny geniusz autorów: „pomieszczenia dla kur i królików stanowią integralną część altany”. A zatem żegnajcie zaciszne kurniki i ukryte w cieniu klatki dla kłapouchych futrzaków. Trzymaj swoją chudobę w altanie albo pożałujesz... Zresztą bądźmy konsekwentni. Lista dozwolonych urządzeń naszej działki nie obejmuje: szop, klatek i kurników... Kury zapewne nie mogą altany opuszczać – bo przepisy nie mówią nic na temat wybiegów...

Paragraf nr 90 i kolejne stawiają włosy dęba na głowie... To istny powiew rewolucji światowej. Zarząd, najwidoczniej z sentymentu, odtworzył stanowisko oficerów politycznych... Nazywają się Instruktorami Społecznej Służby Instruktorskiej. Zasadniczo zajmują się „realizacją zadań w zakresie zagospodarowania /.../, upowszechniania wiedzy i nowości ogrodniczych, pomocy działkowcom w zagospodarowaniu i użytkowaniu działki, a także ochrony środowiska”. Ale nie tylko. Organizują szkolenia i prelekcje dla działkowców, rozprowadzają prasę ogrodniczą – regulamin wymienia tu wprost pewne tytuły, wdrażają postanowienia regulaminu, kontrolują zagospodarowanie działek, oraz informują zarząd o przypadkach łamania przepisów... Ich działalność finansowana jest z Funduszu Szkolenia i Instruktażu – czyli pośrednio ze składek wszystkich działkowców... Skąd my to znamy?

Czy posiadając kilka nadprogramowych królików, nielegalnie postawiony kurnik, i dwie perliczki, możemy po prostu zażądać od inspek... tfu! instruktora, nakazu rewizji? Niestety. Paragraf 101 zobowiązuje każdego działkowca do wpuszczania ich na swój teren by mogli swobodnie kontrolować „stopień zagospodarowania działki”... (de facto są to uprawnienia szersze niż posiada Policja!)...

Wystarczy przejść się po warszawskich działkach z taśmą mierniczą w ręce by stwierdzić ze zdecydowana większość działkowców bezczelnie łamie te przepisy. Na powierzonych im spłachetkach ziemi znajdziemy ozdobne studnie, krzewy róż oplatające bramki, siatki wyższe niż zezwalają stosowne paragrafy, klatki z nutriami, drzewka rosnące w nieprzepisowych odległościach... Altany porażają swoimi fantastycznymi kształtami odwiecznej prowizorki. Sławojki z pociemniałych desek jawnie kpią z instrukcji Krajowej Rady w sprawie zakładania szamb. Pomiędzy drzewami stoją ule, a nad całą masą innych nielegalnych urządzeń krążą stadka białych gołębi. Na pobliskich bazarach działkowcy sprzedają owoce swojej nielegalnej działalności gospodarczej... Masa ludzi pali sobie radośnie gałęzie w ogniskach piekąc przy okazji kiełbaski.

Pozostaje mieć nadzieję że przepisy zawarte w regulaminie pozostaną martwą literą prawa, bo gdyby zabrano się na poważnie do ich egzekwowania, zarządy mają haka dosłownie na każdego...Ciekawe jak wyglądają tego typu regulaminy i ich egzekwowanie u naszych sąsiadów, odnoszę jednak wrażenie ze tamtejsi biurokraci sporo by się mogli od naszych nauczyć...

Artykuł ukazał się na łamach tygodnika „Najwyższy Czas!”

 

Andrzej Pilipiuk