I Pierwsze próby - lata 80-te - V Klub Tfurców

 

V Klub Tfurców.

Jakiś rok lub półtora po debiucie za pośrednictwem działacza warszawskiego fandomu - Adama Bańskiego nawiązałem kontakt z Klubem Tfu!rców (grupa jest nieformalna – istnieje wiele wariantów zapisu nazwy). Zacząłem bywać na organizowanych przez nich warsztatach. Zbieraliśmy się po parę osób i wytypowana ofiara czytała na głos swoje wypociny poddając je osądowi zawodowych redaktorów i współuczestników. Było to doświadczenie ze wszech miar paskudne, choć niezbędne. Zorientowałem się natychmiast jak potwornie knocę, jak żałosny poziom reprezentuje sobą moja proza, jak straszliwe mam braki warsztatowe i intelektualne. Było tak jak na początku studiów, gdy zorientowałem się że wcale nie jestem tak genialny jak sądziłem.

Znowu dostałem strasznie po łbie, ale tym razem były to bęcki konstruktywne. W ciągu mniej więcej roku nieregularnych spotkań od ludzi takich jak Iwona Żółtowska, Artur Szrejter czy Jacek Drewnowski nauczyłem się więcej niż przez dekadę samodzielnego rycia długopisem w zeszycie. Wiele Im zawdzięczam i zachowuję Ich w pamięci. Ta postawa – bezinteresowna i wszechstronna pomoc udzielana nowemu pokoleniu twórców była czymś zasadniczo odmiennym od moich dotychczasowych doświadczeń... Część tekstów wówczas omawianych ukazała się w antologii „Robimy Rewolucję”. Był to pierwszy przypadek gdy zobaczyłem mój tekst wydany w książce... Poniekąd drugi debiut.

Zwłaszcza cenna była informacja przekazana przez „doświadczonych”, że nigdy nie należy liczyć na inteligencję czytelnika, a tekst musi być absolutnie jednoznaczny. Bo jeśli są dwie możliwie interpretacje to czytelnik z reguły wybiera te głupszą... Początkowo nie wierzyłem ale później przekonałem się o tym wielokrotnie.

Pisanie i kontakt ze środowiskiem zmieniły mnie. Wyciszyłem się wewnętrznie. Uspokoiłem. Znalazłem swoje miejsce na świecie. Skoncentrowałem się na pracy dającej nadzieję zbudowania kiedyś nazwijmy to kariery. Po huśtawce ego „piszę jestem geniuszem” – „strasznie knocę nic z tego nie będzie” doszedłem do punktu równowagi. Wreszcie znalazłem sobie to czego brakowało mi od dziecka – o czym marzyłem, czego bezskutecznie szukałem – akceptujące moją obecność nietoksyczne środowisko zapewniające elementarną formację duchową i intelektualną.