Dodaj wpis
Temat
Autor *
Email
Strona www
Treść *
Przepisz kod z obrazka *
   
 

Piotr Łabiszewski ( Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript. ): re GG

Ateizm to anarchia moralna, czyli to co proponuje każda sekta. Jeżeli nie wzbogaci się pan o wiedzę Konecznego i Chodakiewicza, to dyskusja będzie jałowa, bo nie pojmie pan złożoności problemu. Ateistą kieruje każdy, kto ma media. Proszę przeczytać "Efekt Lucyfera". Jest to książka z psychologii, głównie społecznej, która  ukazuje mechanizmy sterowania ludźmi, oraz opisuje podatność na grzech, osób przynależących do danej grupy. Nie wiem czy Zimbardo jest wierzący, raczej nie. Jest świetnym psychologiem. To o strzelaniu do teściowej to nie był żart.

niedziela, 25, marzec 2018

Grzegorz Głogowski: re piotr

No jak Pan twierdzisz, że ateiści to sekta to Pana nie przekonam. To o strzelaniu do tesciowej było humorystyczne, tu humoru nie widzę. A autorytetów nie mam w zwyczaju mieć bo dla mnie każdy jest wytworem swoich czasów. I co prawda, możemy mieć wrażenie, że są pewne wartości uniwersalne, ale jak przyjdzie głód czy wojna czy też polityczna tudzież religijna opresja, to się im poddajemy albo z nimi walczymy nie zważając na te uniwersalne wartości. Jak w przypadku tego Niemca z Monachium pijącego piwo i idącego walczyć bo mu hitler kazał - kula między oczy i pogrzeb w lesie (jak wystarczy czasu). I skoro uważasz Pan ateistów za sektę to proszę mi wskazać kto jest moim idolem, który z ateistów mnie przewodzi, albo łatwiej, którego z ateistów uważasz Pan za przywódcę tej sekty, bo sekta bez przywódcy raczej nie ma sensu bytu? Poza tym pozostaje jeden przypadek nieuleczalny, który traktuje ateizm jako WIARĘ w niestnienie wymyślonych przez ludzi bogów.Dialektyka.

sobota, 24, marzec 2018

Grzegorz Głogowski: do Andrzej Pilipiuk-ateiści

Termin wojujący ateista to chyba nie jest najlepsze określenie. Bo większość misjonarzy można nazwać wojującymi katolikami, niszczącymi bezpowrotnie kulturalne i religijne dziedzictwo ewangelizowanej społeczności. Dialektyka. Inna sprawa, że dla przyszłych członków tej społeczności skuteczność katolickej misji może się okazać zbawienna, bo w przyszłości osieroconego dwulatka nikt nie oskarży o czary i nie zostawi bez wody i pożywienia. Z drugiej strony, czy uczeń podstawówki, który zna przepisy dotyczące ZAPISYWANIA się na religię a nie, WYPISYWANIA się z niej, postawi się wychowawczyni (bo rodzice z racji zawodowych wymiękają i nie chcą konfliktów) i stwierdzi, że nie przyniesie zwolnienia z religii bo prawo tego nie wymaga, a wręcz przeciwnie - wymaga zapisania się na religię , może zostać uznany za wojującego ateistę? I co on ma wspólnego z lewackimi (Polska 2018) zgromadzeniami ludzi domagających się przyjmowania "uchodźców" czy legalizacji aborcji na życzenie? Dlatego uprzejmie proszę o dodanie "lewackich" przed wojującymi ateistami. Bo dla mnie wspólny mianownik ateistów sprowadza się do tego, że bogowie wymyśleni przez ludzi nie istnieją.  I koniec kropka. Cała reszta jest pochodną światopoglądu ukształtowanego przez rodzinę, otoczenie i poddatność na to otoczenie.

sobota, 24, marzec 2018

Piotr Łabiszewski ( Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript. ): do Grzegorz Głogowski

Tak. Ateiści to sekta. Skoro lektura Konecznego to problem, to polecam wykłady pana Chodakiewicza. To człowiek który szkoli generałów i polityków. Jeden z jego uczniów jest doradcą prezydenta Trumpa. Rodzina też musi być wychowana w jakimś etosie. Jeżeli to etos bez Boga, to wyklują się z tego przygłupy łażące na czarne marsze...

sobota, 24, marzec 2018

Grzegorz Głogowski: Do Piotra Łabiszewskiego

No proszę... Kto u ateistów ma dbać o moralność? To jakaś sekta? Jest jakiś inny wspólny mianownik ateistów niż stwierdzenie że bogowie wymyśleni przez ludzi nie istnieją? Ja takiego nie widzę. A kwestia wychowania i moralności, to dla mnie kwestia rodziny, własnych predyspozycji i poddatności na wpływ otoczenia. Ja z prób wpływania katolickiej babki na moje życie zrezygnowałem w wieku 6 lat po prostu mówiąc matce, że nie chcę już chodzić do kościoła. Kłótni żadnej nie pamiętam między nimi, ale w podstawówce po szkole chodziłem do babki na obiady po szkole i nigdy już nie podnosiła tematu. Co do  katechetów - poznałem jednego - dopiero kilka lat temu, salezjanin, ostatnio dostał probostwo pod Krakowem. Wpadł kilka razy na obiad, ale nie "nawracał" tylko coś cytował, że lepiej być zimnym niż letnim. I co ma bycie religijnym do praw własności czy wolności? Utożsamiasz Pan ateistów z komunistami czy dyktatorami? To w takim razie punkt dla kościoła za skuteczną indoktrynację. Ale jeśli masz Pan na myśli, że większa część populacji potrzebuje kierowania sobą bo inaczej wdepnie w anarchię, to przyznaję rację. Po prostu Limes Inferior Zajdla - polecam. A co do lektur - przy "Księciu" Machiavella pięciolatek bardzo dobrze zasypia.

sobota, 24, marzec 2018

 

Powered by Phoca Guestbook