Andrzej Pilipiuk - urodzony w 1974 roku w Warszawie, autor 48 wydanych książek, żonaty, dwoje dzieci, mieszka obecnie
w Krakowie.

 

Pochodzenie

Przodkowie Andrzeja, ci „po mieczu” mieszkali w miejscowości Wojsławice w obecnym powiecie Chełmskim. Ród wywodzi się od Grzegorza Pilipiuka - urodzonego w tamtych stronach w 1768-roku i jego bratanka Aleksandra "Oleszki" Pilipiuka. Rodzina wydała kilku szewców i kowali. Ze swojego miasteczka  podczas różnych "okazji historycznych" Pilipiukowie wyruszali w świat by się dorobić i tam wracali by liczyć zyski lub lizać rany. Ich dalecy krewni żyją tam do dziś.

Po kądzieli autor pochodzi ze szlachty zagrodowej herbu Ślepowron, osiadłej we wsiach Pomianowo i Płonna na północy Mazowsza od roku 1423-ciego. U Andrzeja mieszanka krwi szewskiej i kozackiej ze szlachecką dała nieprzewidywalne ale iście wybuchowe efekty. Szczęśliwe nieprzeciętna energia życiowa, wrodzone warcholstwo i wschodnia fantazja znajdują zazwyczaj bezpieczne dla otoczenia ujście w pracy twórczej.

 

Młodość

Dzieciństwo Andrzej spędzał na Szmulkach. Stara robociarska dzielnica, wciśnięta pomiędzy 3 linie kolejowe pełna sypiących się czynszówek, przechodnich podwórek, ogródków otoczonych murami, ruin, opuszczonych kibli i szop działała silnie na jego kształtującą się dziecięcą i wczesno nastoletnią wyobraźnię. Swoją pierwszą szkołę – podstawówkę nr 126 przy ul Otwockiej, oraz okolicę sportretował kilkakrotnie m.in. w powieści „Norweski Dziennik”, opowiadaniach „Hela”, „Vlana”, „Grucha”, „Piórko w żywopłocie”,„W okularze stereoskopu”. W pobliżu jego dawnego miejsca zamieszkania - przy ul. Kawęczyńskiej i w fabryce „Drucianka” rozgrywa się akcja licznych opowiadań ze  zbiorów „Wampir z M3" i "Wampir z MO”.Liczne niegdyś zakłady przemysłowe leżące w tej okolicy obecnie poupadały.

Podstawówka przy ul. Otwockiej – wielki przedwojenny kompleks budynków szkolnych zachwycała Andrzeja od strony architektonicznej. Niestety - nadwrażliwy dysgrafik i dysortografik, piszący w dodatku lewą ręką, spotykał się regularnie z rozmaitymi szykanami ze strony nauczycieli. Niemal od pierwszych lat nauki zapałał do tej instytucji głęboką nienawiścią.

Po przeprowadzce na Nową Pragę uczęszczał też do szkoły podstawowej nr 49 – jednak pobyt w tej placówce był przeżyciem skrajnie traumatycznym i został wyparty ze świadomości do tego stopnia że nie zaowocował w postaci utworów literackich. Ostatnie 3 lata nauki spędził w klasie będącej nieformalną kolonią karną marnej szkoły w złej dzielnicy. Jak wspominał w wywiadach i felietonach zobaczył wówczas prawdziwe ludzkie ZOO. W dodatku nieustannie podpadał „treserom”.

Trzymał się jakoś dzięki kontaktom z przyjaciółmi z poprzedniej szkoły i dzięki ucieczkom w świat literatury. Bardzo dużo czytał, próbował coraz więcej pisać…  Był to jednak „czas snu” - okres potwornego regresu intelektualnego – Andrzej namiętnie gromadził i czytał fantastykę – ale zabrakło formacji intelektualnej – cierpiał dotkliwie na brak partnerów do dyskusji i brak autorytetów w grupie rówieśniczej. Zakończywszy naukę w tej jak to przesadnie określa „rzeźni ludzkiej” trafił do liceum nr 50, gdzie już mniej  boleśnie ale nadal zderzał się z wrogością belferstwa, a do matury dotrwał tylko dzięki nieustannemu zaciskaniu zębów i w ogólnie kiepskim stanie psychicznym.

Wzorem Isaaka Asimowa Andrzej kategorycznie odrzucał jakiekolwiek zaproszenia na spotkania autorskie w swych dawnych szkołach. Obraz szkoły i nauczycieli w jego prozie kreślony jest zazwyczaj grubą czarną krechą. Wyjątek stanowi Marek Oberech – główny bohater cyklu „Oko Jelenia” – belfer z zawodu. Jest to ponoć rodzaj przewrotnego hołdu który autor składa nielicznym spotkanym w życiu nauczycielom z powołania.

 

Wykształcenie

Po zdaniu matury, (ocenami się nie chwali) w latach 1993-1999 studiował archeologię na Uniwersytecie Warszawskim. W trakcie studiów uczęszczał m.in. na zajęcia z egiptologii prowadzone przez profesora Andrzeja Niwińskiego, oraz poświęcone archeologii późnego średniowiecza i czasów nowożytnych wykłady profesora Jerzego Kruppe’. Tu zdecydowanie odżył i mógł rozwijać swoje pasje. Wykłady te pozwoliły mu zdobyć szeroką interdyscyplinarną wiedzę i co ważniejsze poznać metody dekodowania przeszłości. Po latach zaowocowało to w powieści „Operacja Dzień Wskrzeszenia” oraz w cyklu „Oko Jelenia”. Praktyki wykopaliskowe szczególnie dwukrotny pobyt w Płocku i badania pod kierownictwem mgr. A.Gołembnika pozwoliły poznać baski i cienie pracy archeologa. Wykorzystał te doświadczenia w praktyce.

Po licznych kuriozalnych perypetiach w których czynny udział brały udział "panie z dziekanatu" studia zakończył uzyskaniem tytułu magistra, jednak nie znalazł pracy w zawodzie, a zmiana przepisów uniemożliwiła mu np. założenie własnej firmy archeologicznej. Zniechęcony i rozczarowany życiem akademickim porzucił myśl o pisaniu doktoratu z historii techniki a obecnie nie planuje kontynuacji kariery naukowej. Zdobyte na drodze samokształcenia informacje i umiejętności wykorzystujeprzy pracy literackiej i wygłaszając wspaniałe prelekcje tematyczne na konwentach miłośników fantastyki.

Na wykopaliskach rozgrywa się akcja kilku opowiadań. M.in. „Czytając w ziemi” czy „Ślady stóp w wykopie”. Jednym z bohaterów prozy Andrzeja jest doktor Tomasz Olszakowski archeolog, uczony wielkiej klasy choć jednocześnie podejrzliwy paranoik nieznośny dla otoczenia.

 

Twórczość

Korzeni kariery pisarskiej Andrzeja należy szukać około 1985 roku. Jak sam wspomina przyczyn wyboru tej ścieżki było wiele. Po pierwsze pisarzom dawano paszporty. Po drugie z nakładów książek i cen okładkowych wydedukował iście fantastyczny pogląd na zarobki literatów. Po trzecie przyjaciele którym opowiadał swoje fantazje, pozostali w starej szkole… Po przeprowadzce zaczął notować swoje pomysły i pisać pierwsze niezachowane wersje „Hotelu pod łupieżcą” oraz „Norweskiego dziennika”. Prace te przez długi czas pisane były wyłącznie do szuflady. W liceum czytywał „Norweski dziennik” swojej ówczesnej dziewczynie, udostępnił też rękopisy kumplowi z klasy. Ostateczną redakcję powieści sporządził u progu studiów. Próby pisania stanowiły z razu rodzaj ucieczki od rzeczywistości, stopniowo  okrzepły w poważniejszy projekt życiowy.

W 1995-tym roku Andrzej zawarł znajomość z pisarzem Pawłem Siedlarem który zapoznawszy się z fragmentem prozy namówił autora do pisania opowiadań. „Norweski Dziennik” liczył wówczas ok 1500 stron rękopisu – debiut podobnym dziełem jest niewykonalny… Na potrzeby krótkiej formy przysposobiony został Jakub Wędrowycz – pierwotnie trzecioplanowy bohater „Norweskiego Dziennika”. Pierwsze opowiadanie ukazujące losy tej malowniczej postaci ukazało się w lutym 1996 na łamach miesięcznika „Fenix”. Ponieważ abnegat ten wyjątkowo przypadł do gustu czytelnikom Andrzej w szybkim tempie stworzył o nim kilkadziesiąt opowiadań, a dla „poszerzenia frontu natarcia” zaczął niemal natychmiast pisać też opowiadania nie związane z tą postacią. Jakubowi szybko zaczął towarzyszyć jego równie sfatygowany druh Semen.

W latach 1997-2001 Andrzej podjął szereg prób wydania zbioru opowiadań o Jakubie Wędrowyczu jednak nie udało mu się poważnie zainteresować swoją twórczością wydawnictw kontrolujących w tym okresie rynek polskiej książki fantastycznej. W międzyczasie pisał kolejne utwory. Andrzej uczęszczał w tym okresie na warsztaty Klubu Tfurców – nieformalnej grupy literatów skupionych wokół miesięcznika Fenix i fanzimu Fantom. Spotkania te pozwoliły mu w znaczący sposób podnieść jakość swojej prozy. Pierwsza pięciolatka po debiucie była okresem intensywnych poszukiwań własnego stylu i doskonalenia warsztatu. W okresie tym powstała nieudana powieść „Największa tajemnica ludzkości” oraz nowy początek „Norweskiego Dziennika”.

W 1999 ponownie za namową Pawła Siedlara Andrzej nawiązał kontakt z wydawnictwem  „Warmia” dla którego podjął się współtworzenia kontynuacji przygód Pana Samochodzika. W ciągu sześciu lat napisał łącznie 19 tomów sygnowanych pseudonimem Tomasz Olszakowski. Dzięki tej pracy przetrwał najgorszy okres nim zaczęto publikować jego oryginalne utwory. Warto dodać że w tych latach Andrzej zdobywał też szlify dziennikarskie. Jego artykuły popularyzujące historię i archeologię ukazywały się na łamach „Wieści podwarszawskich”, „Innej drogi”, „Gazety Polskiej”, „Wiedzy tajemnej”, „Czwartego wymiaru”  oraz „Pulsu Warszawy”.

Od 2001 roku związał się z lubelskim wydawnictwem „Fabryka Słów”. „Kroniki Jakuba Wędrowycza” były pierwszą książką wydaną przez tę oficynę. W ciągu dekady opublikował w „Fabryce” 13 powieści i 12 zbiorów opowiadań.

 

Fascynacje Skandynawskie

Ojciec Andrzeja odwiedził Szwecję pod koniec lat 70-tych. Dotarł wówczas, poruszając się głównie autostopem, aż na Nordcap. Plonem włóczęgi była garść folderów turystycznych i kilka ilustrowanych szwedzkich czasopism. Ich lektura (tzn. oglądanie obrazków i map) pobudzała zainteresowanie krainami leżącymi na północ od Bałtyku.  Pierwszy wyjazd Andrzej zorganizował jednak dopiero w 1999 roku – wykorzystując honorarium za pierwszego „Samochodzika”. Objechali wówczas z ojcem Szwecję i Norwegię docierając m.in. do Bergen, Trondheim i Bodo. Trzy lata późnej na kolejną włóczęgę wyruszył ze swoją obecną żoną. Fascynacja północną Europą znalazła odbicie w opowiadaniu „2586 kroków”, napisanym i opublikowanym niebawem po powrocie, oraz w cyklach „Norweski Dziennik” i „Oko Jelenia”.

Andrzej zazwyczaj gdy gdzieś jedzie wykorzystuje potem poznane miejsca jako tło utworów literackich. Pobyty we Lwowie zaowocowały opowiadaniami „Atomowa ruletka”, „Cyrograf” i „Za kordonem”. Śladem pobytów w Berlinie są teksty „Wunderwaffen” i „Szewc z Lichtenrade”.

 

Związki z Wojsławicami

Jak wspomniano wyżej najstarsze udokumentowane początki rodu Pilipiuków związane są z Wojsławicami. Wakacje aż do połowy lat 80-tych Andrzej zawsze spędzał u Dziadków w Wojsławicach (ówczesne województwo Chełmskie),  co znalazło odbicie w powieści „Norweski Dziennik”, oraz w licznych opowiadaniach z cyklu o Jakubie Wędrowyczu. Pobyty na wsi ostatecznie ukształtowały jego osobowość - zaowocowały ciekawością świata, zamiłowaniem do włóczęgi i majsterkowania, głębokim szacunkiem dla tradycyjnego rzemiosła i chęcią zgłębiania historii. Dawały też wytchnienie po stresach i ciężarach roku szkolnego.

Od lat wraz ze swoim kuzynem Markiem Farfosempodejmują szereg inicjatyw „historycznych”. Wiosną 2011 roku ustawili pierwsze 10 krzyży na cmentarzu z I wojny światowej. Są inicjatorami umieszczenia w kapliczce św. Michała obrazu namalowanego na podstawie zdjęć zaginionego oryginału. Podjęli działania na rzecz upamiętnienia ofiar napaści na pałac i miasteczko - epizodu związanego z powstaniem styczniowym. Wiosną 2012 Andrzej wydał na koszt własny album „Wojsławice – skarby naszej pamięci; wspomnienie o miasteczku”, efekt jego wieloletnich badań i poszukiwań - w którym zgromadził m.in. około 400 archiwalnych zdjęć osady.

Z od 2005 roku w miasteczku odbywają się Dni Jakuba Wędrowycza – impreza zapoczątkowana przez Emila Majuka, obecnie pod opieką lubelskiego klubu miłośników fantastyki Cytadela Syriusza. Za swoją twórczość, mimo pewnych kontrowersji, Andrzej uhonorowany został medalem „Zasłużony dla gminy Wojsławice”. W 2013-tym za badania i popularyzację historii osady otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Gminy.

 

Poglądy

„Radykalizm światopoglądowy” (Andrzej twierdzi że to „zdrowy rozsądek”) budził się już w dzieciństwie – początkowo jako naiwny bunt przeciw nędzy i siermiężności otaczającego świata.  Jak wspomina ogromnym przełomem poznawczym było dla niego w wieku wczesno nastoletnim studiowanie zagranicznych katalogów sklepowych oraz obserwacja witryn Pewexów. Okruchy cywilizacji zachodnioeuropejskiej unaoczniały mu istnienie alternatywnego kręgu cywilizacyjnego i skłoniły do głębszych przemyśleń.  Zaczął od uznania bezwzględnej wyższości kapitalizmu, następnie czytając „Kapitał” Marksa i wybór dzieł Lenina osiągnął stan wiedzy umożliwiający rozszyfrowanie schizofreniczności ideologicznej komuny i całkowite jej odrzucenie. W liceum nadal zgłębiając dzieła teoretyków i praktyków socjalizmu zapoznał się także z „Mein Kampf” Hitlera i zawartym w aneksie programem społeczno-gospodarczym NSDAP co nastawiło go jednoznacznie antynazistowsko i per analogiam negatywnie do idei unii europejskiej. Wszelkie lewicowe aberracje, wszystkie odmiany komunizmu, socjalizmu, socjaldemokracji etc. uznaje obok filozofii za groźny nowotwór myśli ludzkiej.

W okresie licealnym zdarzało mu się jeszcze czytywać prasę głównonurtową m.in. Gazetę Wyborczą jednak wraz ze skrętem tego medium w lewo wyrażane tam poglądy stawały się dla Andrzeja coraz ostrzejszym dysonansem. Oburzała go zarówno próba usprawiedliwiania komunistycznych zbrodniarzy i ich agentury, wezwania do pojednania bez choćby określenia win, jak też relatywizm moralny autorów. Ostateczne odrzucenie i potępienie nakreślonego tam programu nastąpiło po obaleniu rządu mec. Olszewskiego. Od tej pory Andrzej wobec wszelkich „michnikoidów” żywi wyłącznie głęboką i nieskrywaną pogardę.

W poszukiwaniu właściwej formacji ideologicznej Andrzej jeszcze w liceum zainteresował się programem UPR którego wyznawcą, mimo destrukcji partii, jest do dziś. Na studiach, po ekscesach rządu AWS i zwycięstwie SLD całkowicie zniechęcony do demokracji uznał się za monarchistę, zwolennika oświeconej dyktatury wolnorynkowej i mimo pewnych sympatii prokaczystowskich negatywnego zdania o demokracji do dziś nie zmienił. Polityka grubej kreski, brak surowego rozliczenia poprzedniego ustroju, bezkarność komunistycznych bandytów oraz ich obecność w życiu publicznym i gospodarczym stały się nie do pogodzenia z kształtującym się kręgosłupem moralnym początkującego pisarza. Nie doczekawszy się sprawiedliwości w świecie rzeczywistym Andrzej ochoczo wymierza ją na kartach opowiadań.

Autor choć niechętnie patrzył na PiS uważając partię za twór ideologicznie socjalistyczny, postmarksistowski i centrolewicowy, głęboko docenia realizowaną przez Lecha Kaczyńskiego wizję nawiązującej do przedwojennego prometeizmu „jagiellońskiej” polityki zagranicznej, oraz politykę historyczną, zwłaszcza próbę budzenia postaw patriotycznych u młodzieży, realizowaną przez rząd PiS. 

Po Katastrofie Smoleńskiej sympatia Andrzeja wobec PiS znacząco się pogłębiła, bo jak mówi "nie lubi gdy chamy opluwają porządnych ludzi" - rozpętany przez PO i media przemysł pogardy i opluwanie pamięci tragicznie zmarłych głęboko go oburzyły. Zachowuje jednak pewien postupeerowski sceptycyzm wobec pomysłów gospodarczych ludzi skupionych dziś wokół Jarosława Kaczyńskiego.

Andrzej jest umiarkowanym wyznawcą teorii zamachu na rządowy samolot, uważa że sprawa nie została właściwie zbadana, szczątki ofiar padły ofiarą bezprecedensowego zbezczeszczenia, a przynajmniej częściowa wina ścisłego kierownictwa PO nie ulega dla niego wątpliwości. Podpisuje się od zdaniem R.A.Ziemkiewiecza "nie wiem czy był zamach - wiem że Ruscy kłamią". Jest zwolennikiem powołania międzynarodowej komisji śledczej.

Ceni doktrynę Dymitra i Arkadego Stołypinów – solidaryzm klas społecznych wsparty umiarkowanym nieekspansywnym nacjonalizmem. Uważa że w swoim kraju Polacy jako gospodarze i obywatele powinni mieć najwięcej do powiedzenia, a szarogęszenie się obcych firm i koncernów oraz ulgi podatkowe im przyznawane są rażącą patologią. Niechętnie patrzy na ingerencje eurokratów i niewytłumaczalny serwilizm naszych władz. Podejrzliwie traktuje obce fundacje i media narzucające Polakom swoje narracje. Ulgi i ułatwienia dla obcego kapitału przy jednoczesnym szykanowaniu firm polskich uważa za zdradę interesów kraju.

Z powodu zaszłości historycznych i obserwując rzeczywistość obecną, szczególną niechęcią darzy Niemców. (a słowa Niemiec, Niemcy – pisze konsekwentnie małą literą – powołując się na ustawy obowiązujące tuż po wojnie). Wyznaje także interesującą tezę że po niespełna 4 latach niepodległości około 1993 roku przegraliśmy III wojnę światową i obecnie znajdujemy się ponownie pod brutalną choć  na co dzień niewidoczną okupacją.

Jest twórcą teorii monopartii – uważa że w rzeczywistości istnieje w Polsce tylko jedna partia a jej frakcje przedstawiane są nam jako odrębne byty polityczne. Frakcje walczą ze sobą niekiedy na śmierć i życie – jednak żadna zdobywszy przewagę nie próbuje nawet dokonać niezbędnych, fundamentalnych zmian w naszym kraju.

Jest umiarkowanym segregacjonistą – zasadniczo uważa że każdy naród powinien siedzieć u siebie i budować własny dobrobyt zamiast szukać poprawy losu w podbojach lub emigracji. Choć ceni dorobek dawnej Rzeczpospolitej Szlacheckiej, szanuje wkład mniejszości narodowych w polską kulturę i chętnie podkreśla swoje własne mieszane pochodzenie, stabilne społeczeństwo multikulturowe uważa w obecnych czasach za kompletną mrzonkę. Jedocześnie zdecydowanie potępia spadek ideologii nazistowskiej: szowinizm, rasizm, aborcję, eutanazję i eugenikę, oraz postmarksistowskie aberracje umysłowe w rodzaju ekologizmu, feminizmu czy politycznej poprawności. Chronicznie nienawidzi wszelkich przejawów cenzury motywowanej ideologicznie. Deklaruje się jako umiarkowany ksenofob i zdecydowany islamofob.

Popiera idee Europy Ojczyzn. Jest wrogo nastawiony do wizji Unii Europejskiej jako superpaństwa. Znacznie bliższe były mu ideały dawnej EWG. 

Andrzej wysoko ceni honor, uczciwość, pracę, pracowitość, samodyscyplinę i opanowywanie nowych umiejętności.  Hołdem który składa tradycyjnemu rzemiosłu są m.in. opowiadania „Bunt szewców”, „Aparatus”, „Księgi drzewne”, „Szewc z Lichtenrade”. Stara się żyć i postępować wedle przyjętego – paleokapitalistycznego systemu wartości. Uważa socjalizm za ustrój stworzony dla leni, lumpów, cwaniaków, złodziei i bandytów. Nienawidzi złodziei, w tym szczególnie piratów zawłaszczających dobra intelektualne. Środowisku negującemu prawa własności wbił celną szpilę artykułem w którym wykazał daleko posuniętą zbieżność ideologiczną tzw. infoanarchizmu i marksizmu.

 

NAGRODY:

2003 Nagroda im. Janusza A. Zajdla za opowiadanie „Kuzynki”

2003 Puchar Bachusa za powieść „Kuzynki”

2004 Nautilius za opowiadanie „Wieczorne dzwony”

2009 Nautilius za opowiadanie „Rzeźnik Drzew”

2009 Bestseler Empiku za powieść „Homo Bimbrownikus”

2010 Nautilius za opowiadanie „Lazaret”

2010 Nautilius za powieść „Oko Jelenia: Triumf lisa Reinicke”

 

Inne wyróżnienia:

W 2008-mym roku otrzymał medal „Zasłużony dla gminy Wojsławice”

W 2009-tym roku otrzymał honorowe członkostwo Astrachańskich Nieregularnych Wojsk Kozackich oraz medal na 300 lecie ustanowienia krzyża św. Jerzego – oficjalne oznaczenie państwowe Federacji Rosyjskiej – za pozytywny obraz Rosji i Rosjan w jego prozie. (zdaje się nie wszystko czytali…) Był też jednym z dwu polskich delegatów zaproszonych na kongres pisarzy słowiańskich w Moskwie – jednak odmówiono mu wizy.

w 2013-tym roku został Honorowym Obywatelem gminy Wojsławice. 

 

Jest członkiem:

Towarzystwa Miłośników Wojsławic,

Stowarzyszenia Miłośników Egiptu Herhor http://www.herhor.org.pl

Mazowieckiego Stowarzyszenia Historycznego Exploratorzy http://www.exploratorzy.pl

(przygotował osc)