Sherlock Holmes w Polsce

Sherlock Holmes w Polsce

 

Arthur Conan Doyle tworząc Sherlocka Holmesa nie przewidywał zapewne przyszłej popularności opowiadań poświęconych tej postaci. Nie mógł też zdawać sobie sprawy jakie fortuny zbiją na jego pomyśle mieszkający nad Wisłą grafomani.

Pierwsze oryginalne historie z życia słynnego detektywa wydano na naszych ziemiach na przełomie wieków. Przełożone z angielskiego rozeszły się w sporym nakładzie. Ogółem Doyle napisał nieco ponad 30 opowiadań i 3 powieści z życia słynnego pogromcy złoczyńców. Oczywiście tak skromna ilość nie mogła zadowolić ani spragnionego dalszych emocji czytelnika, ani liczących na większe zyski polskich wydawców. Bardzo szybko ktoś wpadł na pomysł, że właściwie do produkowania nowych przygód detektywa jego twórca nie jest już potrzebny. Pomysł literacki rzucony na żyzną glebę nadwiślańskiej grafomanii zakwitł i niebawem wydał przerażająco obfite plony. 

Jako pierwszy ruszył do ataku J. Fiszer - warszawski wydawca specjalizujący się w literaturze zeszytowej. Niestety nie sposób dziś ocenić czy obarczył tą pracą jednego nieprzeciętnie uzdolnionego grafomana, czy też pracował dla niego cały zespół "literatów do wynajęcia", dość powiedzieć, że w latach 1907-1908 ukazały się 82 (!) zeszyty serii "Tajemnicze przygody Szerloka Holmesa - ajenta śledczego". Spora część tych opowiastek doczekała się także wydanie w języku rosyjskim. Większość tych pereł naszej literatury przepadła w zawierusze dziejów. Nieliczne egzemplarze ocalały w magazynach Biblioteki Narodowej i Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. 

Co wrażliwy czytelnik mógł znaleźć w środku? Oczywiście same delicje. Dość przytoczyć niektóre tytuły zeszytów tej serii: "Schwytanie Kuby Rozpruwacza", "Pułapka na ludzi", "Wyspa obłąkanych", "Grób w latarni morskiej", "Machina piekielna", "Szkoła morderców" etc.etc...

Do moich ulubionych należy zeszyt noszący krew w żyłach mrożący tytuł "Rzeźnia ludzka". Dzieło to, spłodzone przez nieznanego geniusza pióra, opowiada o poszukiwaniach zaginionej żony Bostońskiego profesora, zakończonych odnalezieniem oczka od jej pierścionka. Oczko znalezione zostało w parówce, zaserwowanej detektywowi w podejrzanej jadłodajni. Oszczędzę czytelnikom drastycznych szczegółów, nadmienię tylko że reszta żony też była w serdelku...

Fiszerowi pozazdrościli koledzy po fachu Maniszewski i Meinhert grasujący we Lwowie. Jednak widocznie miejscowe siły grafomańskie nie podołały zadaniu. W latach 1907-1908 ukazało się zaledwie 13 zeszytów cyklu "Ciekawe przygody detektywa genjusza Sherlocka Holmesa"

Krakowski wydawca Aleksander Ripper nie mógł ścierpieć sukcesu kolegów. W 1908 roku wystartował z własną serią noszącą tytuł "Szerlok Holmes - słynny ajent śledczy". Kolejne zeszyty ukazywały się co sobotę, w sporym jak na tamte czasy nakładzie sześciu tysięcy egzemplarzy. Widać krakowscy grafomani byli mniej płodni niż warszawscy bowiem na zeszycie pięćdziesiątym serię zakończono. "Profesor Flax - wielokrotny morderca", "Krwiożerczy król indyjski", "Dusiciel z Pragi", "Medaljon z trupią głową" czy "Zbrodnia w armii zbawienia"... - tytuły poszczególnych części znowu przyprawić mogą o szybsze bicie serca.

W roku 1910 kolejny wydawca zmierzył się z wyzwaniem. Przez 36 tygodni ukazywało się czasopismo "Senzacya - Tygodnik ciekawych powieści i zdarzeń". Zamieszczano tam opowiastki kryminalne w tym także opisujące przygody słynnego detektywa.

Pierwsza wojna światowa zahamowała radosną działalność krajowych grafomanów, musiało minąć kilka lat od dnia w którym ucichł na dobre zgiełk bitewny nim najemni pismacy i ich wydawcy znów ruszyli do ataku. W 1924 roku wystartowała nowa seria zeszytowa "Sherlocka Holmesa najnowsze przygody". Sądząc po tytułach np. "Piętno zagłady", czy "Uśmiech trędowatej" nowe wydawnictwa osiągnęły poziom grafomanii co najmniej przedwojenny. Niestety na zeszycie osiemnastym serię zakończono. Przerwa trwała aż cztery lata. Dopiero w 1928 roku czytelnicy mogli powrócić do ulubionej lektury. Szkoda, że seria "Najnowsze Przygody słynnego detektywa Scherlocka Holmesa - dwutygodnik sensacji kryminalnych" liczyła zaledwie sześć zeszytów... Postać genialnego detektywa odchodziła w niebyt...

W 1930 roku zmarł Arthur Conan Doyle - autor pierwowzoru... Wydawać by się mogło że wraz z nim epoka Sherlocka Holmesa skończyła się definitywnie. Ale cóż, Polak potrafi. W 1935 roku podjęto próbę reanimacji. Nieudaną. Cykl zeszytowy "Sherlok Holmes. Przygody słynnego detektywa" padł już po drugim numerze.

Odrodzenie przyjść mogło z Krakowa. Działające tam wydawnictwo "Popularne" uruchomiło w 1938 roku nową serię "Sherlock Holmes, najsłynniejszy ajent śledczy - Tygodnik detektywistyczny". Ukazało się jednak znowu tylko kilka numerów. Wielka szkoda bo sądząc po tytułach poszczególnych zeszytów: "Wampiry Pekinu", "Tajemnica londyńskiego kata" czy "Detektyw włamywaczem", nowi grafomani stanęli na wysokości zadania. Nieszczęsnych czytelników ominęła intelektualna uczta....

Wreszcie tuż przed wybuchem wojny J. Fiszer postanowił powtórzyć sukces sprzed 30 lat. Ukazało się wznowienie cyklu "Tajemnicze przygody...". Niestety już po czwartym numerze zaprzestano działalności. Prawdopodobnie przeszkodził wybuch wojny.

Warto wymienić tu jeszcze jeden ciekawy przykład przedwojennego naśladowania dzieł mistrza. W początku lat trzydziestych znany satyryk Leo Belmondt wydał własnym sumptem broszurkę "Szerlok Holmes w Warszawie". Akcja tego dzieła rozgrywa się w środowisku warszawskich Żydów. Autor nie zaliczył wprost wielkiego detektywa do przedstawicieli swojej nacji, ale bez trudu można to wyczytać między wierszami. Prawdopodobnie dzieło to jest subtelną parodią zeszytowych powieści o przygodach detektywa wydawanych w języku jidysz...

Ogółem w ciągu 30 lat polscy grafomani spłodzili w trudzie i znoju minimum 170 opowiadań z życia słynnego detektywa. Przy czym powieści zeszytowe liczyły zazwyczaj 48 stron, więc łączna ich objętość zamyka się cyfrą naprawdę imponującą.

Czasy powojenne raczej nie sprzyjały odradzaniu się literatury brukowej, aczkolwiek znaleźli się bojownicy gotowi przywrócić detektywa do życia. Antoni Stański w końcu lat pięćdziesiątych stworzył kilkanaście nowelek z cyklu zatytułowanego "Nowe Przygody Sherlocka Holmesa". Nowele nadawane były na falach eteru, a niektóre doczekały się publikacji w "Serii z Podkową" wydawnictwa "Śląsk". Jedna z nich leży teraz przede mną. Wydawcy byli tak mili że zadbali o podobną do przedwojennej jakość edytorską. Druk jest niezbyt wyraźny, papier - gazetowy, okładka z kolorowej tekturki... Trochę nie zgadza się format, ale miło że starali się utrzymać dawne dobre tradycje.

Autor zaszalał na całego. Ożenił słynnego detektywa z kobietą - detektywem. Opowiadania teoretycznie rozgrywają się w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku w Wielkiej Brytanii. Cóż, autor miał nikłe pojęcie o tej epoce. Z jego nowelek przebija bowiem twarda socjalistyczna rzeczywistość. Na przykład w opowiadaniu "Czarny kot i statystyka" zblazowany Anglik truje swoją babcię gazem z kuchenki... W latach siedemdziesiątych ukazał się tomik zatytułowany "Chemiczne przygody Szerloka Holmsa", (przy czym niestety nie udało mi się ustalić autora). Opowiadania dobrze trzymają się konwencji pierwowzoru, zaś słynny detektyw do rozwiązań kryminalnych zagadek, dochodzi nie tylko drogą dedukcji, ale także dzięki znajomości procesów chemicznych. Książka pomyślana była jako dziełko popularyzujące podstawy wiedzy chemicznej wśród młodzieży. W latach osiemdziesiątych postać detektywa wykorzystywano w brukowych pisemkach jako ozdobnik zagadek kryminalnych. Wreszcie na zakończenie stulecia dla uczenia moich poprzedników, bezimiennych grafomanów do wynajęcia ja także pokusiłem się o spłodzenie jednej króciutkiej nowelki opiewającej słynnego pogromcę kryminalistów...

Wiele wymienionych powyżej powieści zeszytowych zaginęło bez śladu w zawierusze dziejów. Po niektórych przetrwały jedynie wzmianki. Szkoda...

Autor korzystał z bibliografii powieści zeszytowych J. Dunina.

W tytułach zachowano pisownie oryginalną.

Artykuł ukazał się na łamach tygodnika „Najwyższy Czas!”

 

Andrzej Pilipiuk