1

 

 

Jest to zbiór najciekawszych notatek, komentarzy politycznych i przemyśleń z mojego bloga na nie istniejącym już portalu NetBird. Ukazywały się od jesieni 2009-tego do połowy 2010-tego kiedy to serwis przestał funkcjonować.

Andrzej Pilipiuk 

************************************** 2009 ***************************************

 

Mądrość na poziomie bazaru

Nasz prezydent podpisał tzw. „traktat lizboński”. Rozumiem że są sytuacje historyczne w których przywódca musi sprzedać swój kraj. Tylko dla czego do cholery tak tanio!? Historycy analizujący proces wstępowania Polski do wspólnot europejskich za sto czy dwieście lat będą rżeli ze śmiechu jak osły. Bo jak to wygląda? Nasi negocjatorzy pojechali do Brukseli padli na kolana spuścili spodnie i wypięli zady, po czym zaskamlali zgodnym chórem „przyjmijcie nas, chcemy wejść do UE za wszelką cenę”. Zabrakło im zwykłej codziennej mądrości średnio rozgarniętego bywalca bazarów. Jak należało to zrobić? Przyjmijmy że jest znowu rok 1993 i chcemy wejść do UE. Należało zatem wysłać jedną delegację do Waszyngtonu – niech negocjuje nasze wejście do NAFTA. Drugą delegację posłać do Moskwy – niech pogada o zniesieniu barier celnych i kapitałowych bo Polska rozważa wstąpienie do WNP. Należało też zacieśniać stosunki z grupą Wyszehradzką. W efekcie przestraszone kacyki z UE przysłały by delegację do nas. Potem należało by ich dłuższy czas zbywać, lekceważyć, mnożyć trudności. Posłać delegację do Chin, do Brazylii – niech gada o stowarzyszeniu z krajami grupy MERCOSUR. U wreszcie po 3-4 latach łaskawie pozwolić by UE przedstawiło swoje propozycje. I z miejsca je bezlitośnie wyśmiać wyjaśniając (łgarstwo w polityce bywa cnotą) i NAFTA i WNP na wstępie oferują lepsze warunki. „Pomyślcie robaczki i wrócicie z lepszą ofertą. Tylko nie za tydzień a za trzy lata bo sami rozumiecie mamy teraz dużo roboty z procesem integracji Europy Wschodniej”. Niestety historia zapamięta naszych dyplomatów nie jako mężów stanu, a jako skamlających FRAJERÓW. Dziś jest za późno. Ale jeszcze wczoraj była okazja coś wyszarpać. Wszyscy którzy się stawiali coś ugrali. W ciągu ostatniego miesiąca swoje zyski polityczne i ekonomiczne odnotowali niemcy i Irlandczycy. Co należało zrobić? Prezydent powinien powiedzieć wprost: no dobra ewentualnie kiedyś podpiszę, ale najpierw pogadamy o konfiturach. Chcemy dostać to co niemcy i Irlandczycy razem wzięci i jeśli naprawdę Wam zależy na tym głupim traktacie to dorzućcie coś jeszcze.

 

Pazerność "naszych"

Coraz więcej ludzi ma kłopoty ze spłacaniem kredytu. Media opisują te problemy na przykładzie 28-letniej kobiety która kupiła mieszkanie i teraz zarabiając 4 tyś (5,6 tyś brutto) ledwo wyrabia na kolejne raty. Widzę tu aż dwa zagadnienia sprowadzające się do jednego mianownika: chciwości władzy.

1) Pazerne „nasze” państwo konfiskuje kobiecie w podatkach aż 1,6 tyś zł miesięcznie. Zapewne zdziera też spory ZUS. Gdy dziewczynę eksmitują zapewne straci też pracę i przestanie odprowadzać jakiekolwiek podatki. Czy to ma sens? Już starożytni tyrani mawiali że owce należy strzydz a nie obdzierać ze skóry.

2) Kobieta ma pieniądze – kilka może kilkanaście tysięcy odłożone na II filarze. Teoretycznie należą do niej. Dlaczego nie może z nich skorzystać by się ratować?

 

Dumając jeszcze nad kredytami...

Około 120 miliardów złotych zebrali Polacy na tzw. II filarze.Gdyby pozwolić ludziom wycofać te środki z przeznaczeniem na cele mieszkaniowe (budowa domów, zakup mieszkań, zamiana mieszkań na większe, spłata kredytów) ta kwota pozwoliłaby na zbudowanie około 30 milionów metrów kwadratowych dodatkowej powierzchni mieszkalnej. Za te pieniądze można by zatem teoretycznie uzyskać jakieś 700 tysięcy dwupokojowych mieszkań o powierzchni do 40 metrów kwadratowych. Przy okazji dla ich wzniesienia potrzebni byliby robotnicy, zarówno na budowach jak i w cementowniach, cegielniach, stolarniach hutach… Praca i własne mieszkanie to dla wielu ludzi zachęta do zakładania rodziny i rozmnażania. Za jednym zamachem likwidujemy bezrobocie, poprawiamy przyrost naturalny, zapewniamy setki tysięcy mieszkań chętnym.

Proste? Niestety nie. Tych pieniędzy nie da się bowiem wycofać. De facto nie wiemy nawet czy one istnieją. OFE kupiło bowiem za nie m.in. obligacje „naszego” państwa. Sprzedaż aktywów wywróciła by wszystko…

 

Tragedia Ukrainy

Tragedią Ukrainy jest jej historia. Gdy Polak patrzy w przeszłość znajduje wszystko co jest mu potrzebne. Bogactwo epoki Jagiellonów, ogromny dorobek kultury szlacheckiej, chwalebne dzieje oręża, tradycję walki za wolność „naszą i waszą”, ofiarę powstań narodowych. Ale też parokrotną odbudowę zniszczonego kraju, przemysłowców, filantropów, wynalazców, mężów stanu. Mamy harcerstwo, spółdzielczość, samopomoc studencką w wykonaniu Młodzieży Wszechpolskiej. Oraz oczywiście trochę śmieci, błota i syfu ukrytych wstydliwie tu i ówdzie.

Historia to kufer skarbów dla ludzi wszelkich opcji i sympatii politycznych. Polak narodowiec czcił będzie bohaterów z NSZ, centrowiec odwoła się do tradycji AK, ludowiec z dumą oświadczy że BCh było największą ludową partyzantką w dziejach, nawet Polak komunista obok zwałów obornika znajdzie w annałach parę potyczek AL z niemcami.

Ukrainiec patrząc na przeszłość swego kraju ma problem. Elity narodu polonizowały się lub rusyfikowały. Jeden z najwybitniejszych twórców - Nikołaj Gogol pisał wyłącznie po rosyjsku. Dorobek piśmienniczy dawniejszych epok jest mizerny. Miasta na Ukrainie były polskie, rosyjskie, ormiańskie, żydowskie, Rusini czasem tylko wchodzili w skład rady.

Ukraińska inteligencja powstała w II połowie XIX wieku po czym nim na dobre okrzepła legła pokotem na pobojowiskach I wojny światowej, została przetrzebiona przez Polaków w bratobójczych walkach o Galicję, a następnie dobita i unicestwiona przez sowietów.

Ma kozaków zaporoskich, którzy dokonali cudów waleczności ale niestety i łomot zebrali i Żydów rżnęli i sprzymierzyli się z muzułmanami, a na koniec poszli na żołd carów i ulegli wynarodowieniu. Ma Strzelców Siczowych którzy choć walczyli dzielnie, zebrali niestety łomot od sowietów i „białych” a na zakończenie zostali internowani i rozbrojeni przez „Lachów”. I wreszcie II wojna światowa.

Ukrainiec komunista może się odwołać do tradycji sowieckiej partyzantki, w której szeregach walczyli Ukraińcy. Walczyli z niemcami ale i ukraińskim chłopom się przy okazji straszliwie oberwało. Ukrainiec nacjonalista może wspomnieć półgębkiem SS-Hałyczyna i krwawy bój tej formacji pod Brodami. Wreszcie jest bardziej „neutralna” i akceptowalna UPA. Z tą ostatnią jest jednak problem bo obok Lachów i Żydów wyrżnęła też ok. 80 tyś „swojaków”. Ciekawy jest okres powojenny działań tej formacji. Próby rozmów między „panami a rezunami”, rajd do Rumunii, ostatnie oddziały leśne rozbite na sowieckiej Ukrainie w 1961 roku.

Każdy naród potrzebuje bohaterów. Potrzebuje zaczynu, idei historycznej która spaja naród. Problem w tym że nasi bracia Rusini mają problem z kandydatami na pomniki. W tej chwili stawiają na „herosów’ z UPA. Nie wróżę tu łatwego pojednania.

 

Wraca stare...

Czkawką wraca w mediach temat eutanazji. Co szczególnie przerażające w dyskusjach internetowych zwolennicy stopniowo uzyskują przewagę. A fakty? No cóż nie są mocną stroną rozdyskutowanego szczeniactwa.

W Holandii wykonuje się obecnie 19 tyś eutanazji rocznie. (1/5 wszystkich zgonów). ok. 4,5 tyś można zakwalifikować jako samobójstwo wspomagane. Chory na wyraźne żądanie otrzymuje trutkę, łyka w obecności lekarza i przenosi się do świata lepszego niż Holandia. W pozostałych ¾ przypadków mamy do czynienia z uśpieniem terminalnym. Dogorywający pacjent dostaje końska dawkę środków znieczulających po których zapada w śpiączkę. Odłącza się odżywianie i po 2-3 dniach następuje koniec.

Co do zgody na takie praktyki – tu jest problem. Coraz częściej pacjenta nikt o nic nie pyta. Zrezygnowano z kilkuetapowego postępowania, zrezygnowano z obowiązkowych konsultacji z drugim lekarzem. Zaczęto po prostu ordynarnie dobijać. W 10% przypadków dobija się wbrew wyraźnej woli chorego.

Wraca stare… Gdy byłem mały niejednokrotnie przechodziłem z Babcią koło szpitala w Chełmie. Znajduje się tam niewielki kurhan – miejsce gdzie spoczęły zwłoki około 500 umysłowo chorych rozstrzelanych przez nazistów w styczniu 1940 roku. Ilekroć wraca temat eutanazji przypomina mi się ksiązkaGittySereny – „W stronę ciemności” – wywiad z Otto Stanglem – „pracownikiem” Sobiboru, później komendantem obozu śmierci w Treblince.

Nazista ten „karierę” zaczął przy programie T4. „Popracował”, przy dobijaniu dzieci i zdemenciałych staruszków. Potem skierowano go od innych „zadań” w okupowanej Polsce. Wreszcie trafił do Sobiboru gdzie ku swojemu zaskoczeniu spotkał starych współpracowników. Personel z programu T4 został przerzucony na nowy „front robót” – do gazowania Żydów. „Ostateczne rozwiązanie” wymagało odpowiednich ludzi. Spece od eutanazji, umiejący gasić życie ludzkie spokojnie i na zimno byli dla nazistów cenną kadrą. Program T4 zaczęto realizować w 1939-tym roku. Na ponury żart historii zakrawa fakt że zginęli w nim pospołu kuzynka hitlera i brat obecnego Papieża. W 1940-tym miały miejsce masowe zbrodnie na pacjentach polskich szpitali psychiatrycznych. W 1942 uruchomiono pierwsze obozy śmierci.

Zaledwie trzy lata minęły od pierwszego zastrzyku z trucizną do uruchomienia pierwszej komory gazowej. I – powtórzę – robili to ci sami ludzie. Europa nie chce już o tym pamiętać.