1 - 4

 

Uczmy się od Żydów!

W Monachium trwa proces Iwana Demianiuka. Trzęsący się starzec w terminalnej fazie raka aby stanąć przed sądem został deportowany z USA. Zarzuty: w czasie okupacji pracował dla niemców mordując Żydów w obozie pracy w Trawnikach oraz w komorach gazowych obozu śmierci - Treblinki. Z uwagi na niewyobrażalne okrucieństwo więźniowie nazywać go mieli „Iwanem Groźnym”.

Demianiuk raz już stawał przed sądem. W 1986-tym roku pozbawiono go obywatelstwa USA i deportowano do Izraela. Tam po krótkim procesie uznano go winnym zbrodni i skazano na śmierć. Miał dużo szczęścia – sąd najwyższy Izraela w trakcie rewizji procesu stwierdził że obciążające go dokumenty dostarczone przez ZSRR są sfałszowane. Demianiuk został uniewinniony i powrócił do USA. Uznano wówczas że osławionym Iwanem Groźnym był inny ukraiński strażnik – Iwan Marczenko. Niebawem pojawiły się jednak inne dokumenty. Wynikało z nich że Demianiuk faktycznie mordował Żydów ale nie w Treblince a w Sobiborze. Ponownie pozbawiony obywatelstwa USA został deportowany do RFN. Wygląda na to że tym razem dowody są mocniejsze…

Można zadać sobie pytanie: Czy jest sens stawiać przed sądem starca na wózku inwalidzkim? Minęło blisko siedemdziesiąt lat. Biologia już wydała na niego wyrok. Szanse że dożyje końca procesu zaplanowanego na maj są niewielkie. Na to pytanie jest tylko jedna odpowiedź. Ma to sens.

Żydzi pokazują nam właściwą drogę. właściwą metodę postępowania. Procesy starców na wózkach to jasny przekaz: ten kto skrzywdzi Żyda będzie miał przechlapane. To jasny komunikat: Będziemy ścigać przez dziesięciolecia. Wykopiemy choćby spod ziemi i przywleczemy przed trybunał. Nie ochroni go nikt. Ani rodzina ani władza. Nie będziemy się przejmować prawem międzynarodowym. Jeśli zajdzie potrzeba porwiemy zbrodniarza przed jego własnym domem (jak Eichmana). Nawet jeśli komuś uda się wymknąć do końca życia będzie się bał własnego cienia. Do końca życia każdy nocny szmer będzie mógł oznaczać dla niego wizytę egzekutorów z Mosadu.

A My Polacy? Czy zrozumieliśmy lekcję udzielaną przez Starszych Braci? Niestety. Świat jest pełen ludzi którzy krzywdzili Polaków. Zbrodniarze z UPA żyją spokojnie w USA i Kanadzie. W czasach Adenauera nazistowscy oprawcy piastowali wysokie funkcje w rządzie i administracji RFN. Spośród setek SS-manów z załóg obozów koncentracyjnych udało się powiesić garstkę. PO 1990-tym roku stowarzyszenie Memoriał namierzyło ponoć dwu oprawców z Katynia – żyjących na Białorusi. Strona polska nie podjęła żadnych działań.

Kaci z UB otrzymali symboliczne wyroki i z uwagi na stan zdrowia najczęściej nawet ich nie odsiedzieli. Niepodległa RP nie zdobyła się na porwanie i przywleczenie przed sąd Wolińskiej, Morela czy Stefana Michnika. Nigdy nawet nie próbowano wyjaśnić sprawy „szwadronów śmierci” SB, a „lista Rokity” jest jedynym świadectwem licznych mordów politycznych z lat 1982-90.Nigdy nie wykonano nawet centralnego indeksu ofiar. Nigdy nie wykonano spisu znanych katów. Gdy znowu zbiorą się chmury wróg zewnętrzny i wewnętrzny będzie nas szatkował jak kapustę. Ten sam wróg przypomni sobie proces starca na wózku inwalidzkim i ominie łukiem Żyda – nauczony że zabijanie przedstawicieli tej nacji może przynieść nader przykre skutki…

 

SB na rencie

Ubecy latami dostawali wysokie emerytury. Ich obniżenie przez Sejm jest w moim odczuciu błędem. Dlaczego?

1) III RP zachowuje ciągłość prawną z PRL – zatem te zobowiązania po prostu na nas ciążą.

2) Ubecja odwoła się do Strasburga i wygra w cuglach a my znowu dostaniemy po uszach.

3) Odebranie emerytur jednej grupie może stanowić dla urzędasów cenny precedens. Podobnie dowalenie specpodatku…

Wyjścia widzę dwa:

1) Wystrzelać całą tę hołotę. Rodziny zainkasują zasiłek pogrzebowy i na tym sprawa wypłat z budżetu się skończy.

2) Realne: wszystkim ofiarom ubecji zasądzać lub przyznawać w trybie administracyjnym wysokie dożywotnie renty zdzierane z emerytur, rent i majątku sprawców

 

Spadek po wujaszku Adolfie

Za wyzwolenie Europy spod brunatnego jarzma zapłacono niewiarygodnie wysoką cenę. Na frontach poległy miliony żołnierzy, roztrwoniono niewyobrażalne zasoby surowców. W zamian za pomoc militarną, ogromne połacie Europy oddano ludożercy Stalinowi przyzwalając by obrócił sobie ich mieszkańców w niewolników. Wszystkiego tego, czynów chwalebnych, bohaterskich, świństw, łajdactw a nawet zbrodni, dokonano byle tylko zniszczyć Hitlera i hitlerowców. By przestały dymić krematoria obozów koncentracyjnych, by ludzie przestali umierać w komorach gazowych. Dokonano tego dosłownie rzutem na taśmę. Gdyby wojna potrwała zaledwie parę miesięcy dłużej naziści zapewne poczęstowaliby by przeciwników bombami atomowymi.

Dla potępienia zbrodniczej ideologii przywódcy III Rzeszy zostali osądzeni i (nie wszyscy) straceni. Z ukaraniem konkretnych zbrodniarzy było już nie tak różowo (np. w dwu procesach załogi Auschwitz zapadły wyroki szokująco niskie!!!). Wydawać by się mogło że przedstawiciele wolnego świata – ludzie żyjący na zachód od żelaznej kurtyny powinni dołożyć wszelkich starań by wszyscy pogrobowcy Hitlera zostali zneutralizowani. Niestety pomysły „wodza” i jego przydupasów odbijają się czkawką do dziś. Ideologia III Rzeszy sprowadzała się do kilku zasadniczych punktów. Omówię zaledwie cztery z nich.

1) Aborcja.

Naziści nie ukrywali, że aborcja jest elementem wojny demograficznej. W III Rzeszy była ona surowo zakazana – ale zakaz ten obejmował tylko Niemców. Na terenach podbitych aborcją była dostępna powszechnie i za darmo dla tubylców. Miała doprowadzić do ich depopulacji - zwłaszcza planowano uderzyć w rasę słowiańską która jako pierwsza miała ustąpić przestrzeni życiowej germanom. Na propagowanie aborcji przeznaczano spore środki finansowe. Propagowaniem aborcji wśród żydów nie zajmowano się licząc że i tak wkrótce ich problem zostanie „ostatecznie rozwiązany”. Liczba dzieci wyabortowanych przez nazistów nie jest dokładnie znana.Po II wojnie światowej aborcja „na życzenie” była dłuższy czas zakazana.

W Europie wschodniej zalegalizowano ją w większości krajów po śmierci Stalina (w Polsce w 1956). Tym razem chodziło nie o depopluację jako cel sam w sobie tylko o prozaiczne uniknięcie klęski głodu. Gospodarka kołchozowa nie gwarantowała wyżywienia rosnącej liczby dzieci. W europie zachodniej gdzie nie było przyczyn ekonomicznych legalizowano ją znacznie później Szwecja - 1968, RFN - 1978, Hiszpania - 1982.Liczbę przeprowadzonych w Europie aborcji szacuje się różnie – zazwyczaj przyjmuje się że zginęło w ten sposób około 80-100 milionów dzieci – w tym ok. 500 tyś. w Polsce. Ciężka praca kościoła katolickiego i wielu nieformalnych środowisk sprawiła że Polska otrząsnęła się z aborcyjnego amoku i przez cały okres lat 80-tych liczba „zabiegów” systematycznie spadała. Jako jedyni napiętnowaliśmy też aborcję w sferze obyczajowej sprawiając że dziś jest ona praktykowana niemal wyłącznie w kręgach radykalnych feministek oraz marginesu społecznego. Skutki rewolucji seksualnej powszechnej antykoncepcji i upowszechnienia się aborcji na zachodzie narastały lawinowo w latach osiemdziesiątych. Kraje EWG przeżywające już stopniową depopulację nastawiły się wówczas na masowy import siły roboczej z Jugosławii i Turcji.

W latach 90-tych zjawiska te przybrały rozmiar lawiny i w wielu krajach „wolnego świata” tzw. „starej Unii” liczba imigrantów sięga dziś 10% całej populacji. My zobaczyliśmy to wyraźnie po otwarciu rynków pracy w UE. Z dnia na dzień dwa miliony Polaków podjęły pracę na zachodzie. Dlaczego? Zajęły miejsca swoich wyabortowanych rówieśników. Niektóre miejsca, bowiem fala ta trafiła do społeczeństwa de facto multietnicznego między wcześniej przyhołubione grupy ludzi wszelkich odcieni skóry i religii. Pozostaje zadać sobie pytanie najważniejsze: III Rzesza dokonywała depopulacji ludów podbitych by zapewnić warunki rozwoju „swoim”. UE robi to samo. Czy jest to samobójstwo wplecione jakoś w prawa biologii (przeludnienie?). Czy też czyszczenie kontynentu z ludów tubylczych odbywa się na konkretne zlecenie np. władz państw islamskich co podejrzewała śp.OrianaFalaci.Niemniej jeśli chodzi o aborcję, w dzisiejszej UE pomysły nazistów mają się zaskakująco dobrze.

2) Eugenika

W III rzeszy dążono do poprawy rasy na drodze eugeniki czyli celowej i planowej hodowli osobników jak najdoskonalszych a uniemożliwianiu lub utrudnianiu rozmnażania osobnikom ras niepełnowartościowych. W ramach tej akcji podjęto masę działań. Wydawano certyfikaty czystości rasowej, obłożono bezdzietnych SS-manów podatkiem, wartościowe rasowo kobiety zapładniano w specjalnych ośrodkach, etc. Jednocześnie sterylizowano osobników o obniżonej wartości. W praktyce czystej krwi Niemiec, podręcznikowy niebieskooki blondyn, mógł zostać wykastrowany, jeśli komisja uznała, że jego niski wzrost wskazuje na obciążenia genetyczne. Zbrodnicze doświadczenia pseudomedyczne w obozach koncentracyjnych w wielu przypadkach dotyczyły właśnie zagadnień masowej sterylizacji.

Po wojnie programy eugeniczne III rzeszy zostały surowo napiętnowane. Nie wszędzie. W wolnej i demokratycznej Szwecji, rządzonej przez jaczejkę socjaldemokratyczną właśnie po wojnie zaczęto realizować szeroki program eugeniczny, który w straszliwy sposób dotknął Saamów - ludność lapońską. Szwedzcy eugenicy i antropolodzy uznali ich za „zdegenerowaną rasę schyłkową” i zaczęli prowadzić wobec nich politykę wzorowaną wprost na nazistowskiej. Wśród kobiet lapońskich propagowano aborcję (zakazaną do 1968r. „aryjskim” Szwedkom!), wreszcie szereg kobiet poddano przymusowej sterylizacji, (a w wielu przypadkach dokonano tego potajemnie). Zdarzały się przypadki zapisywania środków poronnych zamiast lekarstw. Przymusowej sterylizacji poddano też około 40 tysięcy osobników „opóźnionych umysłowo”. I znowu oberwało się lapończykom – wielu z nich prowadząc tradycyjny koczowniczy tryb życia było na bakier z obowiązkiem szkolnym i nie miało matur. Programy eugeniczne zaczęto wygaszać dopiero w latach 70-tych.Podobny program sterylizacji wobec Cyganek próbowała wprowadzić Czechosłowacja.

Obecnie UE p r a w d o p o d o b n i e nie prowadzi programów eugenicznych. Elementem eugeniki może być selektywna aborcja w przypadkach, gdy testy wykażą u dzieci ryzyko chorób genetycznych. Powrót do eugeniki wydaje mi się jednak bardzo prawdopodobny.

3) Eutanazja.

W III Rzeszy przybrała rozmiary raczej skromne. (jak na ogólna zbrodniczość reżimu). W 1939-tym roku ruszył program T4. W jego ramach uśmiercono bliżej nieznaną liczbę upośledzonych umysłowo i fizycznie dzieci, chorych umysłowo i staruszków dotkniętych demencją. (wyjątek: kawalerowie żelaznego krzyża). Ofiarą programu padli m.in. cierpiący na zespół Downa brat obecnego papieża i kuzynka Hitlera cierpiąca na schizofrenię. Po ogromnych protestach społecznych w 1941 roku program zawieszono by po chichu przywrócić go rok później. Na wszystkich terenach podbitych oddziały SS dokonały też masakry pacjentów szpitali psychiatrycznych. Eutanazja pochłonęła prawdopodobnie życie około 90 tyś ludzi. Obecnie eutanazja wraca czkawką choć jednocześnie zmieniła nieco charakter.

Chwilowo nie uśmierca się niemowląt Po prostu najczęściej nie ma takiej potrzeby postęp diagnostyki prenatalnej sprawił że ten „probem” „rozwiązuje się” wcześniej za pomocą aborcji. Już dziś w Europie ogromną rzadkością są dzieci z zespołem Downa – zdecydowana większość jest uśmiercana jeszcze w łonie matki. Eutanazja stosowana jest natomiast wobec żywych. W tej chwili legalna jest w Holandii, w Szwajcarii natomiast legalna jest asysta przy samobójstwie.

W chwili wprowadzenia eutanazji stosowano dość rygorystyczne procedury. Chory musiał wyrazić wolę na piśmie, co najmniej dwukrotnie w określonych odstępach czasu. Lekarz prowadzący zobowiązany był skonsultować przypadek. Decyzję podejmowała komisja. Dziś procedury uległy ogromnemu uproszczeniu a eutanazja stanowi przyczynę ¼ wszystkich zgonów. (ok. 16 tyś przypadków rocznie).

W wielu przypadkach mamy do czynienia z kryptazją – czyli ordynarnym dobiciem chorych którzy pogrążeni w śpiączce nie są w stanie wyrazić woli. Mnożą się doniesienia o dobijaniu całkowicie świadomych chorych wbrew ich woli. Liczne nadużycia lekceważone przez wymiar sprawiedliwości przenikają do świadomości publicznej. Jednym z akcentów ostatnich miesięcy była wypowiedź byłej minister zdrowia Holandii która obecnie publicznie kaja się za swój udział w legalizacji tej zbrodni.Idee Hitlera w Holandii padły na podatny grunt. Do legalizacji dobijania przymierzają się Belgia, Francja i RFN.

4) Germanizacja i indoktrynacja

Hitlerowcy stosowali dwa rodzaje germanizacji. Pierwszy dotyczył odzyskiwania potencjału biologicznego rasy – chodziło o regermanizację ludzi pochodzenia niemieckiego. Domieszka krwi Śląskiej, Mazurskiej, czy Polskiej nie była w żadnym stopniu dyskwalifikująca. Na dobrą sprawę wystarczyło że jedno z dziadków miało niemieckie korzenie by w kilka lat awansować na „prawdziwego Niemca”. Volksdeustche w podbitej Europie mogli liczyć na naprawdę poważne „konfitury” – było też ryzyko – wcielano ich do wermachtu i SS…Zasadniczo germanizacja była dobrowolna, choć znane są przypadki gdy czyści etnicznie Niemcy obywatele II RP za odmowę podpisania volkslisty trafili do obozów koncentracyjnych!

Innym obliczem germanizacji były porwania „wartościowych rasowo” dzieci głównie polskich i ukraińskich. Uprowadzono ich 250 tysięcy. Po wojnie zdołano odnaleźć i zwrócić rodzicom zaledwie 10% z nich. Wydawać by się mogło ze zbrodnia jaką jest porywanie dzieci z rodzin zostanie przez kraje wolnego świata jednoznacznie i na zawsze odrzucona. Niestety.Znowu musimy przywołać pamięć Saamów-Lapończyków prześladowanych w demokratycznej Szwecji. Po uznaniu ich za rasę schyłkową zabrano się za piętnowanie ich stylu życia. Tradycyjna gospodarka tego ludu opierała się na hodowli reniferów. Saamowie pędzili życie półkoczownicze. Wiosną ruszali ze swoimi stadami w tundrę, na zimę wracali do osad zimowych położonych w lasach. W tych warunkach trudno było realizować obowiązek szkolny (aczkolwiek analfabetyzm był wśród nich ogromną rzadkością). Władza od połowy lat czterdziestych wprowadziła szereg szykan i zachęt by zmusić ich do osiadłego trybu życia. Koczujących uznano za element aspołeczny. Wreszcie zaczęto odbierać opornym dzieci. Co najmniej kilkanaście tysięcy lapońskich dzieci odebrano rodzicom i przekazano na wychowanie do domów dziecka, szkół z internatami, poprawczaków i rodzin zastępczych na południu Szwecji. Obierano decyzją administracyjną od której nie przysługiwało odwołanie. Zdarzały się dramatyczne ucieczki, szaleńcze próby odnalezienia potomstwa podejmowane przez rodziców i krewnych. Tylko powiedzcie jakie szanse dotarcia do domu miałby śniady skośnooki ośmiolatek który zbiegłszy wiosną z zakładu np. w Malmo próbowałby pieszo przedrzeć się tysiąc kilometrów na północ? Większość ofiar uprowadzenia rodziny zobaczyła ponownie dopiero po uzyskaniu pełnoletności. Wrócili w rodzinne strony nie znając już języka ani tradycji ludu, z którego pochodzili. Programy te podobnie wygaszono dopiero w latach 70-tych, choć sporadycznie przypadki takie trafiały się jeszcze niedawno.

Mimo wielu szaleństw decydentów PRL-u nie doszło u nas do aż takich wynaturzeń, choć trafiały się podobno przypadki polonizacji sierot i dzieci łemkowskich, oraz bez odpowiedniego uzasadnienia sądy pozbawiały praw rodzicielskich Romów. Dzieci w domach dziecka podlegały przymusowej ateizacji. Mimo to pamięć martyrologii własnego narodu jakoś stopowała zapędy urzędników.Uzupełnię tylko że jeszcze w latach 80-tych szykany spotykały dzieci kaszubskie i śląskie rozmawiające na przerwach w swoich językach!

Jak idea germanizacji poprzez rabunek dzieci wygląda dziś? Stary nazistowski pomysł okazał się zaskakująco żywotny!!! W RFN opieka nad dziećmi z rodzin mieszanych przyznawana jest z reguły rodzicowi narodowości niemieckiej. Rodzice próbujący utrzymać kontakt z dziećmi zmuszani są do …rozmawiania z nimi tylko po niemiecku i tylko w obecności urzędnika. Odbieranie dzieci osobnikom uznanym przez władze za element aspołeczny jest dziś w Europie nagminne. Kilka lat temu dzieci stracił (na szczęście tylko czasowo) niemiecki biznesmen. Powód? Miał ich siedmioro. Dla lokalnego MOPS-u sprawa była jasna. Człowiek ma siedmioro dzieci a nie bierze zasiłku – to oznacza że jest skrajnie nieodpowiedzialny i niezaradny życiowo,(nawet wniosku nie umie wypełnić) a dzieci żyją w nędzy więc należy je odebrać. Fakt że kogoś może być stać na utrzymanie tak licznej gromadki w ogóle nie mieścił im się w głowie.W Szkocji odebrano ośmioro dzieci rodzinie bo urzędnik uznał że …są za grube.Gdzie indziej dziecko straciła 17-latka bo uznano że jest za młoda i sobie nie poradzi.Wreszcie w Anglii parze dziadków (bynajmniej nie staruszków! Dziadek miał bowiem …56 lat!) odebrano wnuka i przekazano na wychowanie …parze gejów. Urzędnik uznał najpierw, że dziadkowie są za starzy a postraszony że to „dyskryminacja z uwagi na wiek” zmienił kwalifikację argumentując że babcia nie ma certyfikatów ukończenia szkoleń z dziedziny opieki nad dzieckiem. (musi mieć je każdy kto chce opiekować się cudzym dzieckiem).

W niemczech obowiązuje przepis że dziecko poniżej 16 roku życia może być pozostawione samo na nie więcej niż 2 godziny. W przypadku jeśli oboje rodzice pracują i urzędnik przyłapie ich po raz trzeci na „zaniedbaniach” dziecko trafia do ośrodków opieki społecznej.

Także u nas w ciągu ostatniego roku sądy podjęły szereg bandyckich decyzji odbierania ludziom dzieci. Ale i tak mamy szczęście że sprawy takie muszą być załatwiane sądownie. Szykowana przez władze ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie dla polskim urzędnikom opieki społecznej nieograniczone uprawnienia odbierania dzieci na podstawie podejrzeń i potencjalnego niebezpieczeństwa mogącego wystąpić w przyszłości. Liczę że za tę ustawę społeczeństwo im przy urnach serdecznie PO-dziękuje.

Cztery powyższe aspekty nazistowskiego ludobójstwa zostały po wojnie potępione. Twórcy programu T4, lekarze-bandyci, i szefowie band porywaczy dzieci stanęli przed sądami i wielu przypadkach za swe zbrodnie zostali powieszeni. Tymczasem minęło zaledwie 65 lat od tych wypadków i oto budzimy się w świecie wymyślonym przez Hitlera.W EUROPIE NAZISTOWSKIEJ.

 

Złota myśl

Większość problemów naszych czasów sprowadza się do utrwalenia mentalnego spadku po systemach totalitarnych: Zbyt duża część populacji nie ma żadnych oporów moralnych przed swobodnym dysponowaniem cudzą własnością. Dotyczy to i dotyka niemal każdej dziedziny życia. Od pospolitego złodziejstwa, przez piractwo komputerowe, działania naszych urzędasów, aż po decyzje najwyższych władz państwowych.

 

Uczmy się od przeciwników

Każdy poważny kraj prowadzi swoją politykę historyczną. Zasadniczo sprowadza się ona do edukowania społeczeństwa i wpajania mu dumy z osiągnięć przeszłości. Duma ta stanowi element spajający społeczeństwo i fundament przyszłości. Polityka historyczna tworzona jest na różnych poziomach i w różny sposób trafia go rozmaitych grup. Popatrzmy na początek na sąsiednią Rosję. W czasach ZSRR kręcono masę filmów i wydawano multum książek. Cześć z nich była produkcjami typowo historycznymi – kto nie zna monumentalnego dzieła „Aleksander Newski” ze sceną w której pod krzyżakami pękają tafle lodu? Produkowano też filmy dla młodszego widza, oparte np. na nowogrodzkich bylinach. Oczywiście cała ta produkcja nasycona była silnie propagandą socjalistyczną wiec gros produkcji koncentrował się na opiewaniu rewolucji październikowej i bohaterskich zmagań z nazistami.

Obecnie rosyjscy reżyserzy odwołują się chętniej do tradycji militarnych dawnej Rusi. Dla dzieci kręci się pełnometrażowe filmy animowane o przygodach herosów DobryniNikitycza i Ilii Muromca. Dla starszego widza powstają monumentalne produkcje kostiumowe jak „1612” czy „Taras Bulba”. Filmom tym towarzyszy wysyp publikacji popularno-naukowych i historyczno-przygodowych pisanych pod tą samą tezę. Także Ukraina nie zasypia gruszek w popiele – ostatnio na ekranach ich kin gościł film „Wiśniowe noce” opisujący miłość dwu bohaterów: upowca i enkawyudysty do ładnej pielęgniarki, a w tle ukazujący heroiczny bój oddziałów UPA z wojskami NKWD. We Lwowskich księgarniach bez trudu znajdziemy książki o „bohaterach UPA” skierowane do dzieci i masę publikacji tematycznych dla różnych grup odbiorców.

Trochę inaczej działają Amerykanie. U nich panuje większe rozgraniczenie. Filmy ukazujące bohaterskie boje USArmy mają za zadanie edukować patriotycznie murzynów latynosów i co głupszych białych nastolatków. Przy okazji załatwia się rytualne pokłony wobec wpływowych mniejszości ot choćby filmem „Opór” gdzie z żydowskich bandziorów współpracujących z Sowietami zrobiono bohaterskich partyzantów. Książki opisujące jak to było naprawdę też powstają, ale przeznaczone są dla inteligencji i osobników dociekliwych. Amerykanie czytają niewiele więc ten kierunek działań propagandowych jest tam lekceważony.

Za historyczne pranie mózgów z pewną nieśmiałością zabrali się Niemcy. Na razie ostrożnie – zaczęli od przedstawienia tragedii uchodźców z okrętu „Wilhelm Gustloff”. Pomagają im dawni wrogowie Amerykanie - kręcąc „Valkirię” – gdzie z antysemity i polakożercy zrobiono bohatera i męża stanu. Za dziesięć lat z pewnością obejrzymy na ekranach kin film o bohaterskich wermachtowcach walczących z Armią Czerwoną – chyba że polityka zbliżenia na osi Moskwa – Berlin wymusi w pierwszej kolejności pokazanie prusko-rosyjskiego braterstwa broni w walce z Napoleonem…

A co dzieje się w Polsce? Ano nic. W epoce „dwukaczyzmu” wsparto obchody Powstania Warszawskiego. Inicjatywa cenna – szkoda że ograniczająca się do jednego wydarzenia historycznego. Trochę ciekawych pomysłów mają władze lokalne – turystyka historyczna powoli się rodzi, bractwa rekonstrukcyjne rosną w siłę.

Jednak nasza polityka historyczna ignoruje ciekawe inicjatywy lokalne. Wysiłek urzędników od kultury sprowadza się do dofinansowania kręcenia kosmicznej bzdury o „tajemnicy” Westerplatte. Spartolono ekranizację „Ogniem i mieczem”. Przez niemal dwadzieścia lat czekaliśmy na film o Katyniu. (bo ponoć pan Wajda „zarezerwował” sobie temat!!!). Niedawną produkcję fabularną p. Wołoszańskiego pominę litościwym milczeniem. „Orlęta Lwowskie”, „Biali Kurierzy”, bohaterska obrona Grodna w 1939-tym, dzieje rotmistrza Pileckiego, żołnierzy wyklętych: „Łupaszki”, „Uskoka”,„Ognia”, „Młota” to dla filmowców nadal terra incognita. A najbardziej potrzebnych filmów historyczno – przygodowych dla dzieci nie robi się u nas wcale.