1 - 5

 

Polityka zagraniczna III RP

Po odzyskaniu niepodległości od początku lat 90-tych nasz kraj prowadził i prowadzi nadal iście samobójczą politykę zagraniczną. Podstawowym problemem z którym nasz kraj boryka się na zachodzie jest kwestia tzw. Ziem Odzyskanych. Tereny przyznane nam po wojnie przez Stalina to niestety kukułcze jajo. Po pierwsze nie zdołaliśmy ich właściwie zagospodarować. Na Śląsku, Warmii i Mazurach straszą dziś pustki osadnicze. Dawne pola zarastają lasem, linie kolejowe są likwidowane jako nierentowne a o dawnej gęstości zaludnienia świadczą liczne opuszczone ewangelickie cmentarze i ruiny poniemieckich gospodarstw.

W całym okresie PRL gwarantem utrzymania tej zdobyczy był ZSRR. Stalin oddając nam te ziemie uczynił Polskę wieczystą klientką Imperium. W momencie krachu zostaliśmy na lodzie. Jednak rozpad systemu RWPG dał nam paradoksalnie szansę. RFN zajęty przyłączaniem NRD przez dłuższy czas nie zajmował się kwestią ziem utraconych. W tym momencie była okazja do działania. Istniały możliwości by samodzielnie bądź z naszym nadal formalnym sojusznikiem ostatecznie zaklepać sprawę ewentualnych rewindykacji granic i mienia. Zamiast tego nasza dyplomacja uzyskała ustne zapewnienia trzeciorzędnych niemieckich polityków. Za błędami i zaniedbaniami polityki zagranicznej poszły tragiczne błędy polityki wewnętrznej. Kolejne rządy wyraźnie kochają Niemców głęboką choć nieodwzajemnioną miłością i gotowe są im nieba przychylić. Oczywiście naszym kosztem.

Przez dwadzieścia lat państwo polskie nie zrobiło nic w kwestii uregulowania spraw własnościowych. Nie przekształcono wieczystych dzierżaw w prawa własności, nie pozwolono na wykup domów i gospodarstw. Nie skorygowano nawet ksiąg wieczystych w których jako właściciele nadal figurują dawni mieszkańcy tych terenów. Przed prowadzeniem takiej polityki ostrzegali i Janusz Korwin-Mikke i Jan Olszewski i Roman Giertych. Efekty? Dziś Niemcy odzyskują swoje kamienice, grunta, lasy. Pierwsi Polacy wylecieli już na bruk. Coraz liczniejsi muszą co miesiąc wysyłać czynsz do Berlina. Kuriozalne decyzje naszych sądów tworzą niebezpieczne precedensy. Na Opolszczyźnie są gminy gdzie roszczenia wystosowano do 1/3 powierzchni. Niemieckie firmy operujące w Polsce też cieszą się ogromną przychylnością decydentów. Kupowano za grosze polskie zakłady, tylko po to by je likwidować. Dziś jeszcze Niemcy w Polsce zachowują się jak na terenie podbitym. Otrzymują ulgi podatkowe, zwolnienia, patrzy się przez palce na rozmaite przekręty… To wszystko dzieje się przy rosnącym terrorze fiskalno-biurokratycznym wobec firm polskich.

Polityka bezwzględnej uległości wobec RFN nie jest nakryta nawet figowym listkiem. Niemcom sprzedaje się firmy energetyczne i gazety. Niemiecka kolej szykuje się do przejęcia części PKP. Nie tak dawno pisałem jakimi kwotami polski rząd wsparł prywatną niemiecką firmę montującą Ople w Gliwicach. Drugi problem to tragiczne błędy popełnione w kwestiach polityki wschodniej. Rozpad ZSRR dał nam unikalną szansę trwałego zabezpieczenia wschodniej flanki. Ta szansa została totalnie zmarnowana. Na początku lat 90-tych na Ukrainie i Białorusi odbyły się wybory prezydenckie. W obu przypadkach w szranki stanęli kandydaci promoskiewscy i prozachodni. Odwieczny układ polityczny znalazł się w punkcie bardzo niestabilnym. Drobne wsparcie udzielone siłom demokratycznym, pozwoliłoby na pewne i mocne zwycięstwo kandydatów prozachodnich: Czornowiła na Ukrainie i Szuszkiewicza na Białorusi. Rosja pod rządami Jelcyna była wówczas najsłabsza w swojej historii. Druga taka szansa powtórzy się może za sto lat…

Silne gospodarczo Białoruś i Ukraina to dla nas najlepsza bariera ochronna. W razie agresji ze strony Federacji Rosyjskiej to nasza strefa buforowa. Litwa, Białoruś i Ukraina to wreszcie nasza naturalna strefa ekspansji gospodarczej. Ogromny rynek zbytu dla naszych towarów i zarazem partner handlowy. Niestety dziś granice celne sprawiają że nie sposób w naszych sklepach kupić krymskiego wina a brzozę na meble sprowadzamy z Finlandii zamiast z tańszej i bliższej Białorusi. Co gorsza nie bardzo mamy tam dziś z kim rozmawiać. Chyba że Jakunowycz rozpocznie prozachodni kurs polityki… Białoruś podporządkowana dyktatowi Moskwy, kraj półsuwerenny, na którego terytorium stacjonują dziś uderzeniowe jednostki rosyjskie jest dla nas stracona – być może na zawsze.

Odrębną kwestią jest problem zamieszkującej tam ludności polskiej. Łącznie ziemie dawnej Rzeczpospolitej zamieszkuje około trzech milionów Polaków lub ludzi z racji polskiego pochodzenia i propolskich sympatii gotowych do repolonizacji. Żyją tam też weterani polskich sił zbrojnych w tym coraz szczuplejsza garstka żołnierzy AK. Niepodległa RP przez dwadzieścia lat swojego istnienia nie zrobiła dla tych ludzi nic. Tymczasem należało przeprowadzić trzy operacje:

a) Umożliwić ewakuację do Polski tym którzy sobie tego zażyczą. (terenów pod osadnictwo na ziemiach odzyskanych mamy jak wspomniałem pod dostatkiem).

b) Wzmocnić ekonomicznie żywioł polski na tamtych terenach wydając tamtejszym Polakom wizy pracownicze i polskie paszporty umożliwiające podjęcie legalnej pracy w krajach UE.

c) Nadać uprawnienia kombatanckie i wypłacać emerytury naszym żołnierzom. Można by wykorzystać tu różnice kursów walut. 50 dolarów to dziś na Ukrainie nadal niezły pieniądz.

Zamiast tego szykanuje się studentów polskiego pochodzenia zmuszając ich do regularnego odnawiania wiz umożliwiających naukę w naszym kraju… Zamiast tego Polaków żyjących w krajach WNP traktuje się w polskich placówkach dyplomatycznych w sposób urągający ludzkiej godności… W tej sytuacji młode pokolenie będzie dla nas niebawem stracone. Młodzi ludzie mający dziadków Polaków i znający z domu język polski rozpłyną się w masie stając Rosjanami, Białorusinami i Ukraińcami.

 

Wygrzebane w necie

Na marginesie dyskusji o postawie Piusa XII w czasie II wojny światowej garść cytatów:

1940 Albert Einstein. Przypominając w "Time" jak szybko udało się nazistom zmusić do milczenia uniwersytety i wielkich wydawców gazet, napisał: "Jedynie Kościół zagrodził drogę hitlerowskim kampaniom zdławienia prawdy. Nigdy przedtem nie interesowałem się Kościołem, lecz dziś budzi on we mnie zachwyt i uczucie przyjaźni. Jedynie Kościół bowiem miał odwagę i upór, by bronić prawdy i wolności moralnej. Musze wyznać, ze to, czym kiedyś pogardzałem, dziś wychwalam bezwarunkowo".

1943 Chaim Weizmann, późniejszy prezydent Izraela: Stolica Święta użycza swej potężnej pomocy gdzie tylko może, by złagodzić los moich prześladowanych współwyznawców.

1944 Isaak Herzog, główny rabin Izraela: Lud Izraela nigdy nie zapomni, co Jego Świątobliwość i jego znakomici przedstawiciele, pobudzeni wiecznymi zasadami religii, która kształtuje sam fundament prawdziwej cywilizacji, czynią dla naszych nieszczęśliwych braci i sióstr w tej najtragiczniejszej godzinie naszej historii, co jest żywym dowodem Boskiej Opatrzności na tym świecie.

Pod koniec wojny MosheSharett, późniejszy premier Izraela oświadczył o Piusie XII : "Powiedziałem, że moim pierwszym obowiązkiem będzie podziękowanie mu, a przez niego Kościołowi katolickiemu, w imieniu społeczności żydowskiej, za wszystko, co uczynili w różnych krajach, by ratować Żydów."

1945 Leon Kubowitzky, sekretarz generalny Światowego Kongresu Żydów osobiście dziękował Piusowi XII za interwencje  

1945 Światowy Kongres Żydów: "W uznaniu tego, co Stolica Święta uczyniła dla ratowania Żydów przed faszystowskimi i nazistowskimi prześladowaniami." Ofiarował pieniądze na watykańskie dzieła charytatywne

1945 dr Josepha Natana w imieniu ItalianHebreCommision: "Nade wszystko wyrażamy nasze uznanie dla Papieża, zakonników i zakonnic wykonujących jego polecenia, zwłaszcza uznania przez Papieża wszystkich prześladowanych jako braci i spieszenie nam z pomocą, wszelkimi siłami bez oglądania się na grożące im niebezpieczeństwo."

1955 Unia Włoskich Wspólnot Żydowskich ogłosiła 17 maja "Dniem Wdzięczności" za działania papieża w czasie wojny.  

26 maja 1955 r. Izraelska Orkiestra Filharmoniczna leci do Rzymu by koncertem dać wyraz wdzięczności dla papieża

1958 przedstawicielka Izraela Golda Meir na forum ONZ o Piusie XII: "Kiedy straszliwe męczeństwo stało się udziałem naszego narodu, Papież wznosił głos w obronie ofiar. Głęboko bolejemy nad strata, jaka stanowi śmierć tego wielkiego Sługi pokoju".

Elio Toaff, późniejszy główny rabin Rzymu, który przeżył Holocaust : "Bardziej niż wszyscy inni mieliśmy sposobność doświadczyć wielkiej współczującej dobroci i wielkoduszności papieża podczas tych nieszczęśliwych lat prześladowania i terroru, kiedy wydawało się, że nie ma już dla nas ucieczki."

Historyk niemieckiego pochodzenia Rudolf Fisher-Wollpert w opracowaniu pt. Lexikon der Papste na bazie dokumentów watykańskich ocenił liczbę uratowanych na ~5 000 osób z 1985 roku. Jest to jednak szacunek bardzo ostrożny, gdyż historyk Żydowskiego pochodzenia PinchasLapide (pracował jako izraelski konsul w Mediolanie i przesłuchiwał tych, którzy przeżyli włoski Holocaust), w swojej książce Three Popes and the Jews stwierdza, na podstawie archiwów YadVashem, ze Pius XII i Kościół Katolicki, poprzez swoje działanie w czasie II Wojny światowej uratował - poprzez Kościół - życie 860 tysięcy Żydów, czyli w więcej niz. wszyscy inni razem wzięci.

Papieża Piusa XII uczczono za to specjalna tablica pamiątkowa w Muzeum Wyzwolenia w Rzymie, na której umieszczono słowa podziękowania skierowanie do tego papieża przez Żydów. Stwierdzili oni m.in.: "Zjazd delegatów włoskich wspólnot żydowskich, który odbył się w Rzymie po raz pierwszy od zakończenia wojny, czuje głęboki obowiązek oddać hołd Jego świątobliwości i wyrazić uczucia wdzięczności wszystkich Żydów za okazane ze strony Kościoła dowody ludzkiego braterstwa w czasie lat prześladowań, gdy ich życie było zagrożone przez nazistowskie i hitlerowskie barbarzyństwo. Wielu księży cierpiało w więzieniach i w obozach koncentracyjnych za to, ze udzielali pomocy Żydom….Żydzi będą zawsze pamiętać to, co w owych strasznych latach Kościół pod przewodnictwem Papieży uczynił dla nich".

Ale czerwoni zawsze "wiedzą lepiej".

 

Ku sprawiedliwości...

Obecnie prawo w naszym kraju działa kiepsko. Policja nie szczędząc wysiłków chwyta przestępców, sądy ich wypuszczają albo wymierzają wyroki budzące co najwyżej uśmiech politowania. Zastanawiając się nad tym problemem doszedłem do pewnych wniosków. Wniosków prostego człowieka. Wymiar sprawiedliwości nie zaspokaja potrzeby sprawiedliwości. Dlatego uważam że obecny system należy zmienić, a nowy oparłbym go na trzech zasadach:

1) Zadośćuczynienie.

Obecnie ofiara przestępstwa nawet w razie wykrycia sprawcy najczęściej pozostaje na lodzie. Policja rzadko odzyskuje skradzione fanty. Ubezpieczyciele rzadko wypłacają odszkodowania pozwalające w pełni pokryć poniesione straty. Jedynie nieliczni sędziowie zasądzają od razu nawiązki na rzecz ofiar. Przeważnie trzeba się o to procesować oddzielnie. Uważam że to pierwsza rzecz którą należy zmienić! Sprawca zobowiązany byłby do pokrycia wszelkich strat, które nastąpiły w wyniku jego przestępstw. Jeśli skradzionych przedmiotów nie udało się odzyskać musi za nie zapłacić. Jeśli włamując się do cudzego mieszkania przeciął kratę – musi oddać i za skradzione fanty i za kratę. Jeśli wyłamał zabytkowe drzwi musi pokryć koszta ich pełnej konserwacji. Jeśli kradnąc miedziane druty trakcji elektrycznej spowodował milionowe straty PKP – to musi oddać miliony. Jeśli to co ukradł nie było ubezpieczone pieniądze oddaje właścicielowi. Jeśli było – firmie ubezpieczającej. (to przy okazji radykalnie obniży nam składki). Jeśli popełniając przestępstwo kogoś zranił pokrywa koszta leczenia. Jeśli zabił – ma płacić rentę rodzinie zabitego.

2) Pokrycie kosztów.

By schwytać przestępcę policja angażuje czas funkcjonariuszy, wykonuje kosztowne badania i analizy, czasem używa agentury i informatorów. Walka z przestępczością pochłania miliardy złotych. Dlaczego mają za to płacić uczciwi obywatele, skoro koszt ścigania bandziorów można przerzucić na samych bandziorów? Czemu nie wprowadzić zasady że przestępca ma pokryć koszta jego przywleczenia przed sąd? Dla umożliwienia ubogim skazańcom pokrycia grzywien i nawiązek należy skopiować rozwiązania z USA - zbudować przywięzienne fabryki, stworzyć fermy i obozy pracy w pobliżu kamieniołomów.

3) Resocjalizacja lub likwidacja.

Zawodowi kryminaliści krótkie odsiadki mają niejako „wliczone w koszta działalności”. Początkujący łudzą się ze nigdy nie zostaną złapani, zawodowcy wiedzą że co jakiś czas powinie im się noga. Po trwającej kilkanaście miesięcy odsiadce wracają „na łono społeczeństwa” czyli do „zawodu”. Resocjalizuje się niewielki procent. Więzienie jest w stanie przestraszyć tylko początkujących. Symboliczne wyroki zamykają usta świadkom. Kto będzie zeznawał przeciw bandytom mając świadomość że za kilka lat wyjdą i dopadną go na ulicy? Symboliczne wyroki nie zaspokajają społecznej potrzeby sprawiedliwości. „Dożywotnie więzienie” to w krajach UE średnio …11 lat odsiadki. Obecne prawo faworyzuje zawodowych kryminalistów. Dlaczego? Mamy zasadę nie sumowania wyroków. Skazany za jedno włamanie odsiedzi rok. Skazany za piętnaście włamań nie dostanie 15 lat pozbawienia wolności… Dlatego wprowadziłbym po pierwsze zasadę sumowania wyroków. Po drugie spory odsetek więźniów to zawodowi kryminaliści. Więzienie jest krótkotrwałym wybawieniem społeczeństwa od ich obecności. Po odsiadce wracają równie groźni, równie zdemoralizowani… Jeśli ktoś staje przed sądem po raz trzeci, czwarty, piąty, powinien otrzymać karę bezterminową. Odsiadka dopóki komisja ekspertów nie uzna że faktycznie się zmienił i że można go wypuścić. Po trzecie istnieją osobniki totalnie zdemoralizowane, jak i sprawcy szczególnie ohydnych przestępstw. Nie tak dawno nastolatek z Warszawy gwałcił i skatował kobietę w zaawansowanej ciąży. Regularnie dochodzi do mordów na dzieciach. Dla takich nie powinno być żadnej litości. Stryczek, kwadransik w powietrzu i do parku sztywnych. Nie ma się co patyczkować. Kara śmierci dla zwyrodnialców? Oczywiście!!!

Niech za przykład posłuży tu sprawa pedofila mordercy Marcela Dutroux. Aresztowany w 1986-tym za porwanie i gwałt na pięciu nastolatkach otrzymał wyrok trzynastu lat więzienia. Zakład karny opuścił po …trzech latach – „za dobre sprawowanie”. Co więcej zgłosił się do psychiatry. Jako …chory umysłowo otrzymał wysoką rentę(!!!) oraz zapisano mu silne środki uspokajające. Przy ich użyciu oszołomił i porwał cztery kolejne nastolatki. Wszystkie gwałcił. Dwie zagłodził na śmierć w piwnicy pod domem. Jak na ironię dokonał tych czynów w okresie gdy powinien jeszcze odsiadywać pierwszy wyrok. Ujęty tylko dzięki splotowi szczęśliwych zbiegów okoliczności, w 2004-tym roku otrzymał wyrok dożywotniego więzienia. Prawdopodobnie chroni go rozbudowana siatka pedofilska, w którą zamieszani są holenderscy politycy i policjanci. Raz już zbiegł z konwoju, schwytano go cudem w wyniku obławy w której brało udział 15 tysięcy ludzi. Kiedy opuści zakład karny? W 2015-tym? W 2020-tym? Przyjaciele z pewnością będą naciskać by wypuszczono go jak najszybciej. Dziś ma 56 lat. Opuści mury więzienia jako mężczyzna nadal w sile wieku. Nadal śmiertelnie niebezpieczny.

 

Szafowanie wybaczeniem

Zaczęło się od grubej kreski – półoficjalnego zapewnienia że nie będzie ścigania komunistów. Potem Adam Michnik odwiedził generał Kiszczaka. Pogadali. Wynikiem tej rozmowy był artykuł w „Gazecie Wyborczej”. Samozwańczy przywódca opozycji w imieniu tejże opozycji namaścił głównego oprawcę na człowieka honoru. Były też stwierdzenia że Kiszczak i Jaruzelski „odkupili swe winy sto tysięcy razy”. Pomijam że w demokratycznym państwie wielbiciel demokracji Michnik powinien najpierw zwołać wiec opozycjonistów i demokratycznie przegłosować kwestię wybaczenia. Pomijam ze Kiszczak nigdy nie pokajał się i nie prosił o wybaczenie. Problem bowiem w tym że nawet mając pełne poparcie delegatów takiego kongresu Michnik po prostu nie mógł tego zrobić.

Wybaczyć można wyłącznie krzywdy własne. Krzywdy doznane przez krewnych, przyjaciół i towarzyszy mamy obowiązek POMŚCIĆ. Człowiek wylany z pracy w latach osiemdziesiątych, pobity przez nieznanych sprawców, może ewentualnie wybaczyć swoim krzywdzicielom i ich mocodawcom. Represje, pobicia, zagadkowe włamania i podpalenia, groźby, konfiskaty etc. to jednak tylko część winy „służb” PRL. Przeszło setka ludzi została zamordowanych tylko w latach 1982-91 Mamy moralny obowiązek dopaść i ukarać sprawców. Także dlatego by taka sytuacja nigdy więcej się nie powtórzyła.

Dla komuny - Norymberga!

 

Grzech kościoła w liczbach bezwzględnych

W 2002 roku wybuchła „sprawa bostońska”. Oto grupa mężczyzn nieoczekiwanie „przypomniała sobie” że w dzieciństwie i młodości była molestowana uwodzona lub gwałcona przez lokalnych księży. Pokrzywdzeni zebrali się do kupy, zrobili zrzutkę na adwokatów i wytoczyli proces o gigantyczne odszkodowania. Wygrali, diecezja bostońska omal nie zbankrutowała. Cała afera dziwnie śmierdziała od samego początku. Wyglądało na to że „sprawa jest robiona”. Niemal wszystkie przypadki miały miejsce dawno – w latach 60-tych i 70-tych.Czemu nie wyciągnięto tej sprawy w tamtej epoce? Stanami rządziła lewica, uczelnie opanowane były przez marksistów. USA to kraj protestancki. Główne media od zawsze znajdują się w rękach anglikanów i żydów. W okresie tym agentura sowiecka szalała podgryzając na różne sposoby korzenie amerykańskiego społeczeństwa. Pokrzywdzeni mieli dokąd iść. Uderzenie w kościół było na rękę co najmniej trzem potężnym siłom. A jednak afera wybuchła dopiero dziś - po trzydziestu latach…

Co więcej oskarżano często księży, którzy od lat nie żyli. Niemal wszyscy sprawcy w chwili wybuchu afery byli w podeszłym wieku, niektórzy nie dożyli wyroków – zmarli w trakcie procesów lub w oczekiwaniu na proces. W zeznaniach były luki. Materiał dowodowy – skromny. Opierano się głównie na zeznaniach pokrzywdzonych. Powołano bardzo nielicznych świadków obrony. Przesłanki do wydania wyroków były marne. Z jednej strony trudno o jakikolwiek mocne dowody po trzydziestu latach. Z drugiej skarżący mieli całe miesiące na uzgodnienie zeznań…

Mimo to bezsprzecznie udowodniono winę licznych księży, udowodniono że ich występki były znane zwierzchnikom. Udowodniono że hierarchia wiedziała ale ukrywała przestępstwa podwładnych. W kilku przypadkach sąd uznał że rzecz jest nie do udowodnienia ale mimo to …także nakazał wypłatę odszkodowań. Gigantycznych. Kościół katolicki w USA by zgromadzić środki spieniężył nieruchomości i aktywa o wartości 2 miliardów dolarów. Ilu było autentycznie pokrzywdzonych? Ilu naciągaczy skorzystało z okazji by się obłowić? O tym media milczą. Wiemy tylko, że grupa Eskimosów z Alaski usiłowała podpiąć się pod proces i obłowić – ale pomylili daty i nazwiska – misjonarz który miał ich molestować w latach 60-tych pracował w tym czasie gdzie indziej…Nagonka medialna i podchwycenie tematyki przez popkulturę zadały kościołowi katolickiemu w USA ogromny cios. Skojarzenie „ksiądz katolicki = pedofil” trwale zagościło w umysłach ludzi.

A teraz garść ciekawych liczb. Ilu kapłanów splamiło się tym grzechem? Ilu oskarżono? Ilu udowodniono winę? Ano cóż. Wedle raportu podsumowującego aferę: Wniesiono 11 tysięcy oskarżeń przeciw ok. 4’500 duchownym i świeckim pracownikom instytucji kościelnych. W toku szeregu procesów uznano winnymi i skazano 252 „pedofilów”. W tym około 100 osadzono w więzieniach pozostałych skazano na inne kary – przy czym nie bardzo wiadomo jakie. I znowu – trudno o mocne dowody – z pewnością część winnych zdołała się wykręcić. I z drugiej strony – w tej sytuacji całkowicie niewinnym łatwo było przyczepić zdechłego kota… Ale porównując liczbę oskarżonych i skazanych możemy stwierdzić: sądy USA uznały winnymi i skazały 6% oskarżonych w tym 2% osadziły w pudle.Biorąc pod uwagę że kler katolicki w USA liczy około 80 tyś duchownych te 252 czarne owce stanowią zaledwie ok. 0,3% pasterzy…

Philip Jenkins, profesor Wydziału Religii i Historii w PennStateUniversity, w 2003 roku wydał publikację w której dokonał zbiorczej analizy wszystkich afer seksualnych z udziałem duchownych katolickich w USA. Wyliczył że czyny zakazane prawem udowodniono zaledwie 0,2% funkcjonariuszom kościoła. W samej sprawie bostońskiej zaledwie jeden(!!!) duchowny był typowym pedofilem, pozostali skazani nawiązywali kontakty seksualne z nastolatkami powyżej 15-tego roku życia (prawo USA zabrania współżyć z nieletnimi do 18-tego roku życia). Raport Johna Jay’a z 2004 roku podaje dane na tematy duchowieństwa USA, według zanalizowanych liczb 4% duchownych różnych wyznań było oskarżanych o nadużycia seksualne w stosunku do nieletnich. Jednak dzięki umiejętnym manipulacjom medialnym praktycznie całe odium winy spadło na kościół katolicki. Jednocześnie starannie omijano temat że większość czynów zabronionych popełnili księża - homoseksualiści.

Ale cóż jedno zgniłe jabłko psuje smak całej beczki marmolady. Dlatego episkopat USA wyciągnął wnioski. Zwiększono rygory w przyjmowaniu do seminariów, wydano drobiazgowe instrukcje postępowania i nakazano każdy kolejny sygnał od wiernych przekazywać od razu organom ścigania. Nakazano ekskomunikę każdego duchownego któremu sąd udowodni winę. Afera bostońska przygasła. Wrogowie kościoła liczyli zapewne na większe sukcesy. Zaczęli analizować przyczyny klęski. Niestety gdy siły zła szykowały się do kolejnej bitwy kościół europejski w żaden sposób nie wyciągnął wniosków z tego co stało się za oceanem.

„Sprawa irlandzka” jest jeszcze bardziej interesująca. W 2005 roku arcybiskup Diarmuid Martin przedstawił raport z którego wynikało że na terenie archidiecezji dublińskiej w latach 1940-2000 doszło do około 400 przypadków przestępstw seksualnych wobec nieletnich w co zamieszanych było 102 duchownych. 91 postawiono zarzuty. „Rekordziści” SeánFortune, Brend Smyth i Bill Carney mieli na koncie odpowiednio 74, 66 i 34 ofiary. W toku dalszych postępowań o stosunki z nieletnimi i krycie podwładnych oskarżono kolejnych 46 duchownych w tym winę udowodniono jedenastu. Nie jest jasne ilu grzeszyło a ilu ich kryło, jednak ta parszywa jedenastka dopuszczała się swoich czynów na przestrzeni około 60 lat. Łącznie o afery z seksualne z udziałem nieletnich (czynne wykorzystywanie i krycie sprawców) oskarżono zatem około 150 duchownych, skazano setkę a liczba ofiar (nie podawana do publicznej wiadomości) zapewne sięga 1000.Kler irlandzki liczy około 50 tyś duchownych. Biorąc pod uwagę wymianę pokoleń od 1940-tego roku tych stu dewiantów to znowu około 0,2%

Jak zaznaczyłem wyżej irlandzki episkopat nie wyciągnął wniosków z afery bostońskiej czym sam ułatwił atak wrogom… W czasie gdy w USA obligatoryjnie ekskomunikowano duchownych dewiantów i wydawano ich policji w Irlandii nadal próbowano zamieść śmieci pod dywan.Szczególnie mało ciekawy jest sposób w jaki zabrano się za porządkowanie tego bagienka. Z pomocą kościołowi przyszedł tu bowiem rząd irlandzki który naszykował sporą pulę pieniędzy na odszkodowania. Następnie zawarto zbiorową „ugodę” ze zgłaszającymi się pokrzywdzonymi. Otrzymali kasę w zamian za nie kierowanie kolejnych spraw do sądu. Jest to rozwiązanie w oczywisty sposób potrójnie złe – faktyczni sprawcy są nadal kryci, niewinni a pomówieni nie mają możliwości oczyścić się z zarzutów, a oprócz faktycznych ofiar niezłą kasę zgarnęli też rozmaici naciągacze…

Rozdmuchanie afery przez prasę – głównie pozostającą w rękach anglikanów prasę brytyjską i lewicującą prasę irlandzką spowodowało katastrofalny spadek zaufania społeczeństwa irlandzkiego do kościoła. W ciągu ostatniej dekady liczba praktykujących katolików spadła w tym kraju drastycznie. I znowu - prasa bijąc w kościół omijała starannie problem orientacji seksualnej sprawców.

20 maja 2009 roku Komisja Rządowo-Kościelna opublikowała Raport Ryana – dotyczący stosowania przemocy fizycznej, psychicznej i nadużyć seksualnych w ok. 200 sierocińcach, domach opieki i zakładach poprawczych prowadzonych w Irlandii przez instytucje kościelne. Raport oparto na zeznaniach 2000 świadków, liczbę małoletnich ofiar złego traktowania oszacowano na 30 tysięcy. Sięgnięto aż do lat 30-tych XX wieku. Główne zarzuty dotyczą stosowania przemocy w postaci kar fizycznych, oraz zmuszania wychowanków do pracy, w tym do prac polowych w należących do kościoła gospodarstwach rolnych. Khm… Zastanawiam się czy aby nie nazbyt pochopnie przyłożono dzisiejszą miarę do wypadków sprzed lat. Kary fizyczne w brytyjskich szkołach były nagminnie stosowane do końca lat 70-tych. Ostatecznie zakazano ich w 1987- mym. (renomowane szkoły prywatne np. Eton zachowały ten przywilej jeszcze w latach 90-tych, ostateczny zakaz wszedł w 2003-cim roku). Podkreślę: kary te stosowano w zwykłych szkołach – tymczasem w Irlandii zarzut dotyczy stosowanie chłosty w …ośrodkach poprawczych! Co do zmuszania do pracy fizycznej – też nie dajmy się zwariować. Przed laty, nim państwo opiekuńcze na dobre rozwinęło skrzydła, praca wychowanków stanowiła ważny element utrzymywania się instytucji opiekuńczych i traktowana była jako ważny czynnik wychowawczy!

W całej tej ohydnej sprawie uderzają oczywiste błędy taktycznych popełnione przez episkopaty oraz skala manipulacji medialnej. Żonglowano liczbami, zatajano faktyczną skalę problemu, nie szczędząc wysiłku z igły zrobiono widły, omijano problem kontaktów homoseksualnych… A naprawdę ciekawa byłaby dokładna analiza przebiegu nagonki medialnej wytext-align: justify;konana przez fachowców…

A teraz popatrzmy od jeszcze innej strony:Pedofilia jest w Unii Europejskiej powszechnie tolerowana a do pewnego stopnia nawet akceptowana. Dowody?Wedle wpływowych komentatorów znany reżyser spółkujący klasycznie i analnie(!) z naćpaną 13-latką jedynie „poszerzał granice wolności osobistej”. Jego ekstradycja w ręce odwetowców z USA byłaby „barbarzyństwem”. Listy w jego obronie podpisują artyści i politycy.Niegdysiejszy lewicowy bojówkarz i zarazem pedofil wykorzystujący dzieci w przedszkolu(!!!) został po latach jednym z prominentów w strukturach władzy UE. Dwójka eurodeputowanych szczególnie zaangażowanych w walkę z homofobią w Polsce jest umoczona w przynależność do humanitischeunion – organizacji której szefostwo to pedofil na pedofilu. Francuski minister otwarcie przyznaje się że jeździł do Tajlandii bzykać chłopców. (potem zastrzegał że …tylko pełnoletnich).W Polsce „jedynie słuszna gazeta” serię klasyki zaczyna od publikacji pedofilskich wypocin Nabokova. W Holandii legalnie działa propedofilska partia polityczna. Także homoseksualizm od dawna jest trendy.

Wydawać by się mogło że ksiądz homopedofil dokazujący z ministrantem powinien być uznany za bohatera mediów i autorytet moralny. Wszak – hłehłe – „pomaga chłopcu wyzwolić się z homofobii”, „twórczo poszerza granice wolności i samorealizacji jednostki”, a do tego „niesie pochodnię postępu przez mroki najbardziej ciemnogrodzkiej instytucji świata”… Ale cóż: “co wolno wojewodzie, to nie tobie…” Podczas gdy bzykanie dzieciaków przez elitę jest trendy, bzykanie niepełnoletnich (np. 17-latków) przez duchownego jest zbrodnią. Wot schizofrenia…

 

Wykastrowani

Mężczyzna powinien zbudować dom, zasadzić drzewo i spłodzić syna.Mężczyzna powinien być odpowiedzialny za swoje słowa i czyny. Mężczyzna powinien zapewnić utrzymanie i ochronę kobiecie i dzieciom. Mężczyzna ma za zadanie walczyć. Walczyć z wrogiem, walczyć o byt, walczyć z dziką naturą. Mężczyzna dla każdej władzy to wróg.To człowiek uzbrojony, myślący, potencjalnie niebezpieczny. Twardy, gotów bronić swojej rodziny i swoich racji. Ziarnko piasku w trybach. To człowiek świadomy swej siły i używający jej rozważnie: ergo potrafiący jej użyć.

Od co najmniej 1944 roku polscy mężczyźni są programowo kastrowani psychicznie. Mężczyzna powinien znać się na broni. Nie musi być od razu snajperem, powinien jednak umieć odstrzelić napastnika z broni palnej, rozwalić mu łeb szablą lub chociaż dać w mordę.Zazwyczaj umiejętności takie kształtuje służba wojskowa lub przeszkolenie w tym kierunku. Służba wojskowa przez cały okres komuny sprowadzała się do kopania rowów, wysługiwania trepom, oraz zabaw w dziadków i koty. Wojsko to był rok (dawniej dwa lata) wykreślony z życiorysu. Okres totalnie zmarnowany, kiedy człowiek nie uczył się niczego pożytecznego i do tego nie pracował, nie zarabiał, nie zdobywał doświadczeń zawodowych. To wszystko sprawiało że kto tylko mógł migał się od „zaszczytnego obowiązku”. Broń przyszłym żołnierzom wydawano niechętnie, z amunicją było jeszcze gorzej. Wielu potencjalnych obrońców ojczyzny przez całą służbę nosiło na plecach pięciostrzałowe karabiny z zapasów po poprzedniej wojnie…

Chodzenie z bronią białą jest dziś wykroczeniem, w Anglii wręcz przestępstwem jest posiadanie przy sobie scyzoryka. Dawanie w mordę to też problem – w szkołach dawno zarzucono tradycję solówek gdzie obowiązywały jakieś zasady. Dziś solówka zmieniła się w egzekucję – gang trzyma ofiarę a „szef” bije. W dorosłym życiu danie w mordę to też problem. Potraktowany tak złodziejaszek, łobuz czy cham bez trudu wygra w sądzie proces o naruszenie dóbr osobistych.Stawianie oporu napastnikowi, a już nie daj Boże skuteczne stawianie oporu to przekroczenie granic obrony koniecznej. Strzelać do bandytów boi się nawet policja.

Podstawową siłę psychiczną dawała mężczyznom świadomość że to oni utrzymują rodziny. By to zniszczyć komuniści zapewnili nam skrajnie dziadowskie zarobki. Sprawili że Polacy sami posłali swoje kobiety do pracy… Pomogła w tym wojna – całe roczniki mężczyzn zostały zdziesiątkowane. Po upadku „komuny” walka o przymus pracy kobiet trwa. Narzuty na pracę – 19% podatku dochodowego i 40% haracz na ZUS oraz bzdurny i niemoralny podatek VAT odbierają ponad połowę dochodów każdego pracującego. Mało kto ma dochody na poziome dwu średnich krajowych – zatem dzieci od pierwszych miesięcy życia trafiają do żłobków a kobiety muszą wracać do pracy. Jednocześnie zdjęto z mężczyzn jakąkolwiek odpowiedzialność.Zakaz aborcji jest omijany na wiele sposobów. Przekaz ze strony władzy też jest jednoznaczny: płodź dzieci ile chcesz, zmieniaj partnerki jak rękawiczki. Nie musisz być odpowiedzialny za potomstwo. Nawet jak sąd zasądzi alimenty, możesz się migać – marne groszaki wypłaci fundusz alimentacyjny. Na wiele to nie wystarczy więc znowu wszystko prowadza się do wspólnego mianownika – „kobiety do fabryk”. Ba gdyby chociaż do fabryk – byłby z tego jakiś zysk w postaci wypracowanych dóbr. Wiele kobiet zatrudnia się bowiem w urzędach. Tym samym ich praca jest nie tylko zbędna, kiepsko płatna, ale do tego często szkodliwa!

Zakładanie rodzin, lub choćby stałych związków też jest dla władzy szkodliwe. Dlatego media nachlanie propaguje się postawy zupełnie odmienne. Ot choćby seriale. Główna oś intrygi wielu z nich to nieustanny kołowrót związków nieformalnych, rozstań, zdrad, pojawiania się krewnych z którymi dotąd bohaterowie nie mieli kontaktu, oraz od czasu do czasu przyrodniego rodzeństwa i dzieci spłodzonych na lewo.Jeśli ktoś mimo tak wielu zachęt zdecyduje się na posiadanie normalnej rodziny i dzieci zawsze może trafić na nieprzewidziane trudności. Po pierwsze lokalowe. Rodzina musi gdzieś mieszkać – a ceny mieszkań i domów są sztucznie zawyżone. Po drugie materialne – ludzie rabowani z 50-70% dochodów raczej nie decydują się na posiadanie trójki dzieci. Do tego są kobiety które uważają urodzenie jednego dziecka za wystarczająco męczące oraz feministki które w razie stwierdzenia „ciąży męskiej” bez mrugnięcia okiem zastosują aborcję – gdyż dla nich ewentualne macierzyństwo to posiadanie córki.

Budowa domu? Po pierwsze aby coś stawiać trzeba mieć ziemię. Państwo monopolizując własność gruntów w miastach dba by ceny działek były horrendalne. Nieco tańsze są grunta rolne – ale ich odrolnienie to kolejne koszta i często konieczność ponoszenia dodatkowych „opłat nieformalnych”. Na budowę domu Pana Urzędnika. Po drugie trzeba mieć pieniądze. Realna cena budowy metra kwadratowego mieszkania to około tysiąc złotych. Reszta to głównie podatki i drożyzna wynikająca z rozmaitych regulacji (z „ekologicznymi” limitami eksploatacji kopalin włącznie. Potem trzeba załatwić kilkanaście papierków. Wreszcie wynająć ekipę – bo przepisy w zasadzie wykluczają budowanie samodzielne.

Sadzenie drzew? Teoretycznie proszę bardzo. Państwo popiera zalesianie nieużytków. Dęby? E, raczej nie. Sosenki będziemy sadzić. I na gruntach państwowych. Aby sadzić dęby na swojej ziemi musisz ją najpierw posiadać. Sadzisz drzewa na gruncie budowlanym? Tracisz. I weź pod uwagę że tego co zasadzisz nie możesz potem wyciąć.

Wreszcie na koniec – wszelkie te ograniczenia mogą być nieskuteczne. Mężczyzna przyuczony do walki, myślenia i radzenia sobie w życiu będzie kombinował jak omijać zakazy i wbrew logice zdobyć środki materialne. Dlatego szeroko uderzono w chłopców by na tych mężczyzn nigdy nie wyrośli. Szkoła – wyłącznie koedukacyjna. Sport? Ojej do dobre dla prymitywnych mięśniaków. Podoba ci się męskie ciało? Na pewno jesteś gejem! Bądź miękki, rozlazły, wymuskany, fircykowaty. Metrosekualny chłopak jest trendy. Sex? No jeśli koniecznie musisz by niemodnym hetero to pamiętaj: z zabezpieczeniami i bez zobowiązań. I nie musisz wyprowadzać się od mamusi, zresztą mieszkania są przecież za drogie.Nie dziwmy się zatem że Mężczyźni wymierają a ich miejsce zajmuje tania podróbka – faceci.