Szewc z Lichtenradeszewc

 

W najnowszym zbiorze opowiadań „bezjakubowych” Pilipiuk zabiera nas w swoje ulubione fantastyczne światy i klimaty. Ponownie spotykamy bohaterów, z którymi zawarliśmy już wcześniej znajomość.

Doktor Skórzewski zabiera nas w carskie kazamaty... a, przepraszam: na tajemniczą wyprawę badawczą. Przykłady sukcesów i osiągnięć Polaków przyćmione są militarną potęgą carskiego dwugłowego orła. To boli. Taki jest jednak obraz epoki, której szczegóły Autor przybliża w opowiadaniu „Sekret Wyspy Niedźwiedziej”. Nieustraszony lekarz i naukowiec walczy także z brakiem higieny na zapadłej wsi – uwaga: „Traktat o higienie” wymaga mocnych nerwów i zdecydowanie nie należy tego czytać przy jedzeniu… Ale dowiadujemy się wielu ciekawych rzeczy, choćby tego, że wiedzy ludowej naszych przodków nie wolno lekceważyć…

Wiele ciekawostek, przez kolejne pokolenia już zapominanych, poznajemy od innego, znanego nam już, bohatera – młodego pana Storma, nieugiętego poszukiwacza drobiazgów pokrywających się kurzem – dosłownie i niepamięci. Okazuje się, że każdy przedmiot to nie tylko kawałek historii, ale i duszy… Mistyczne, przejmujące i prawdziwie napawające grozą opowieści. Idealne na długie jesienne wieczory przy gorącej herbacie i wyciu wichru za oknem… Pilipiuk nie byłby sobą, gdyby najpoważniejszej, niesamowitej opowieści nie okrasił, jak pęczaku omastą, swoim specyficznym i rozpoznawalnym poczuciem humoru. Dowiadujemy się zatem – uwaga, zapaleńcy! – jak nadmierne umiłowanie historii i przedmiotów z duszą (nie chodzi o żelazka) upośledza młodego mężczyznę w kontaktach z płcią piękną… No bo, przepraszam, jak można dziewczynę zaprosić do domu na prezentację kolekcji cennych znaczków i faktycznie przez długie godziny je oglądać?!

W tym – moim zdaniem najdojrzalszym – zbiorze mamy także od czynienia z alternatywną nauką i techniką Niemiec hitlerowskich, z lapońskimi szamanami, z SS-manami i ubekami, którzy wymknęli się sprawiedliwości (lub raczej współczesna „sprawiedliwość” uznała ich za nieszkodliwych...). Ponownie spotykamy – i to w dwóch opowiadaniach – doktora Olszakowskiego, trolla polskich „wykopków” (czy Autor zdekapituje mnie jednym ciosem batorówki za takie określenie?). Poznajemy metody sabotowania prac archeologów – nie radzę stosować, gdy w pobliżu znajduje się „wielki wkurzony krasnolud” Olszakowski! I dowiadujemy się, jakie tajemnicze niebezpieczeństwa grożą nieostrożnym badaczom…

Czytałam kiedyś, że prawdziwą sztukę poznaje się po tzw. ciarach. Gdy człowieka przechodzą „ciary”, to mamy do czynienia z pięknem. Ciary wzruszenia przenikały mnie przy opowiadaniu „W okularze stereoskopu”. I nic więcej nie powiem – tylko tyle: warto przeczytać. I to bardzo.

 

Agnieszka Dumańska