Bariera niezrozumienia

Minęła okrągła 70-ta rocznica śmierci Bruno Schulza. Z jego twórczością zetknąłem się w liceum. Akurat niedługo po tym gdy omówiliśmy jego twórczość otwarto wystawę jego prac – której główną ozdobą był jedyny znany ocalały obraz olejny jego autorstwa. Szczerze powiedziawszy nie zrozumiałem wówczas i nadal nie rozumiem na czym niby polega jego wielkość. Została nam zadekretowana na zasadzie „Mickiewicz wielkim poetą był, a Schulz choć nieco mniejszy też wielkim był”. Niebawem dowalono nam jeszcze Witkacym którego dokonań mój umysł też nie był w stanie przetrawić…

„Sklepy cynamonowe” to bezładny słowotok mający chyba w zamyśle oddać szaleńczą gonitwę myśli pisarza. Niemal identycznym stylem oddał przemyślenia bohatera I.B.Singer w mikropowieści „Sztukmistrz z Lublina”, podobną manierę znajdujemy u H.Grynberga i trochę u L.Belmondta. Czy ten „bieg” jest zatem typowy dla literatury jidysz? Czy może u wszystkich czterech stanowi subtelną autoironiczną kpinę ze sposobu mówienia niektórych współziomków? (Spośród znanych mi Żydów nikt tak nie mówił…). Gdzie jest ta wielkość? Czy zasadza się w mistrzowskim oddaniu języka unsere sztetl? Nikt nam tego nie wyjaśnił. „Sklepy cynamonowe” poza dyskwalifikującym stylem narracji mają jak dla mnie kompletnie nieczytelną fabułę i przesłanie. Czytałem, ale nie wiem o czym właściwie opowiadają.

Dokonania Schulza na niwie sztuk plastycznych – podobnie – odrzucają mnie. (aj waj to pewnie podświadomy antysemityzm). Pokraczne postaci, karykaturalność sylwetek, przerysowane krajobrazy, chaos linii. Mistrzowskie cieniowanie zdradza że człowiek umiał rysować i to znacznie lepiej niż ja kiedykolwiek będę potrafił. Część prac wykonana w dziwnej technice rytowania na płytach fotograficznych. Ale do mnie to kompletnie nie trafia. Słynne freski z Drohobycza (a raczej to co z nich zostało…) też rażą – tym razem nieznośną pstrokacizną barw.

Schulz przed swoją planowaną a niedoszłą ucieczką z getta porozdawał papiery i szkice znajomym z prośbą o przechowanie. Większość z tego przepadła w zawierusze wojennej, zazwyczaj trop urywa się wraz ze śmiercią przechowujących. Czy znamy cały ocalały dorobek autora?

Na wspomnianą wystawę trafił nieznany wcześniej obraz. Podobno w latach 90-tych emerytowany kagebista oferował za 10tyś dolarów maszynopis zaginionej powieści „Mesjasz”. W 2001 roku pod warstwami farby odkryto freski. Zapewne niejedno jeszcze wypłynie. Patrzę na to z życzliwą obojętnością. Skoro komuś się to podoba, skoro stanowi jakąś wartość – jestem za odszukaniem wszystkich istniejących okruchów.

Gryzie mnie jednak pytanie: Dlaczego ten autor znalazł się w kanonie lektur szkolnych? Czy można go uznać za najwybitniejszego przedstawiciela polskiej literatury żydowskiej tego okresu? A jeśli zdecydowano się nam przybliżyć twórczość mniejszości narodowych II RP to dlaczego skoncentrowano się na jednym przedstawicielu jednej mniejszości?

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/