z kuźni

-Myć się w misce wodą grzaną w czajniku – burknął. – Jak już fundnęli gabloty i remont pomieszczeń pod muzeum to mogli też dać parę groszy na łazienkę.

-Pieniądze dali ale się kumplom wójta do łap przylepiły – usłyszał z tyłu dziewczęcy głos.

Kaktus zamarł na chwilę. Spojrzał odruchowo w lustro. Odbijało zupełnie zwykły obraz wnętrza i pustą otwartą kabinę prysznicową, ale za jego plecami szumiała woda. Odwrócił się i w pierwszej chwili poczuł dreszcz na plecach. Drzwiczki były zamknięte, szybki zaszły parą, a przez nią przeświecało coś ponętnie cielistego. Podszedł i gniewnie zapukał w szkło.

-Ja sobie wypraszam takie żarty - warknął. – Te wygibasy pod prysznicem to jest wstrętne nabijanie się ze zmęczonego człowieka który stara się dbać o higienę a ma do dyspoycji tylko zardzewiały kran i czajnik.

-Eeee… Przepraszam – zachichotała. – Ale to mój prysznic, moja łazienka i to ja tu jestem u siebie.

-To nie jest pani prysznic! Umarła pani na sto lat przed wstawieniem tu tego ustrojstwa! I zakładam że nie było tu wtedy łazienki, urządzono ją tu później. Więc nie jest to też pani łazienka!

Drzwi uchyliły się z pornruym skrzypem. Kaktus spojrzał. Dziewczyna była niewysoka, mokre rude włosy opadały jej na ramiona. Nadal była naga, ale jej skórę znaczyły liczne plamy rozkładu, spojrzała na kustosza zmętniałymi oczyma. Napuchnięty język zwisał jej z ust...

-Bardzo śmieszne – burknął. – W kostnicy też pracowałem... Nie takich klientów nam przywozili! Ile to pani właściwe ma lat? – zagadnął.

-Jak żyłam miałam szesnaście – przeciągnęła się kusząco.

-To tym bardziej proszę się ubrać. I może trochę powagi! Majestat śmierci, ostateczna granica naszego życia, odwieczna tajemnica odchodzenia, a pani tu z gołym zadem!

Fuknęła obrażona. Prztyknęła palcami przyoblekła się z białe płóciennie giezło. Nadgarstki i kostki nóg opięły zardzewłe okowy. Łańcuch pobrzękiwał złowieszczo...

-Uuuuuu... – zawyła ponuro.

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/