W latach 80-tych każdemu kto miał na książeczce mieszkaniowej uzbierany wkład własny rząd PRL-u gwarantował przydział 44 metrów kwadratowych mieszkania spółdzielczego.
PRL runął, oszczędności gromadzone przez rodziny kosztem niekiedy ogromnych wyrzeczeń poszły się bujać - nie były zabezpieczone przed inflacją, ludziom w żaden sposób tego nie zrekompensowano.
Banki pośredniczące w złodziejstwie obrosły w marmury - a III RP choć uznała inne długi PRL - ten akurat ma w dupie.
Kupując pierwsze mieszkanie zlikwidowałem książeczkę i dostałem 1800 zł premi gwarancyjnej - jak soczyste naplucie w twarz.
Starczyło na ...1 metr kwadratowy. I jak widzę niewiele się zmieniło - premia (dlaczego to się nazywa "gwarancyjna"?) starcza na metr z kawałkiem...
*
Państwo wisi mi 43 m2.
mogę ewentualnie równowartość w gotówce.
w cenach krakowskich to będzie jakieś 500 tyś. zł.
Nie da się? A właściwie dlaczego nie?
*
Jeśli trzeba będzie wiząć karabin i iść bronić tego kraju,
Jeśli tego władza ode mnie zażąda - przypomnę sobie to złodziejstwo.
I kilka innych. Pójdę - ale będzie mi jeszcze ciężej.

© 2024 Andrzej Pilipiuk | Wszystkie prawa zastrzezone| Realizacja: AS DIGITAL