w czasach PRL-u najbardziej bolał mnie brak możliwości podróżowania. paszportów nie dawano. BO NIE! (żeby niewolnicy nie spierniczyli z plantacji).
trzeba było o nie żebrać i to nie zawsze się udawało. Mój Ojciec dostał paszport zagraniczny tylko raz w życiu - w 1978 roku odwiedził Szwecję.
Mama była też tylko raz - na wymianie naukowej w Moskwie. Dziadek był za granicą raz - służbowo w Pradze czeskiej. Drugi Dziadek i obie Babcie - NIGDY.
Wujek załapał się na tzw. "robotę eksportową" - spędził pół roku w iraku, zobaczył ruiny Babilonu, w chwili gdy komuna już padała zdodał pojechać na staż naukowy do Anglii.
*
Chciałem odwiedzić Szwecję, chciałem choć raz zobaczyć norweskie fiordy, chciałem pojechać od Egiptu i do Peru.
Nie było szans. ŻADNYCH. równie dobrze mogłem planować podróż na księżyc.
*
pokolenia żyjące dziś - w świecie otwartych granic i tanich linni lotniczych kompletnie tego nie rozumieją...

© 2024 Andrzej Pilipiuk | Wszystkie prawa zastrzezone| Realizacja: AS DIGITAL