O wymieraniu

https://niezalezna.pl/polska/coraz-starsza-polska-kolejki-do-lekarzy-i-zamykane-szkoly-to-dopiero-poczatek-zobacz/569840

nagle zdziwienie że brak dzieci w szkołach, nagle zdziwienie że coraz więcej starych ludzi. Andrzej Lepper powiedział wprost - dwadzieścia kilka lat temu ABORCJA EKONOMICZNA. Moje pokolenie - to którego dzieci powinny w tym momencie wchodzić w okres intensywnego rozrodu zostało WYKASTROWANE. 

moi rówieśnicy czmychnęli na emigrację. Ci którzy zostali jeśli w ogóle pozakładali rodziny mają zazwyczaj po jednym dziecku. niektórzy wcale. no i są skutki. 

*

To elementarne: Żeby się rozmnażać trzeba mieć miejsce. Rozumieją to nawet zwierzęta. Trzeba przygotować norę, gniazdo, lepiankę, postawić dom, kupić mieszkanie.  

*

Szans na własne lokum nie było. Chyba że komuś umarł dziadek i dało się spłacić resztę rodziny. Szanse na pracę - niewielkie - bezrobocie za rządów smrodów z koalicji SLD-PSL, (wywołane sztucznie, palnowo i celeowo) wynosiło 20% a wśród absolwentów - grubo przekraczało 30%. Dostęp do ryku pracy ograniczano sztucznie - np. ja kończąc studia nagle dowiedziałem się że nie będę miał uprawnień. W wielu zawodach uprawnienia traciło się jeśli nie podjęło się pracy w okreslonym czasie - a pracy nie było. 

*

Założenie własnej firmy? na dzień dobry 700 zł zus miesięcznie - nie ważne czy jest jakikolwiek przychód czy nie. Aha - tak dla jasności - ZUS od działalności wynosił 700, a płaca minimalna ok 550-600 zł. urząd pracy oferował staże płatne np 360 zł miesięcznie - nigdy nie udało mi się załapać*. Przeciętne zarobki dochodziły do 1000 miesięcznie. Do tego prowadzenie własnej działaności paraliżował gąszcz mętnych przepisów wymuszający zatrudnienie księgowych do obsługi choćby kiosku z warzywami. (i naprawdę niewiele się zmieniło). No i trzeba było mieć jakiś lokal. Lokale w budynkach "sprywatyzowali" sobie "towarzysze". Kupienie czegoś wymagało gigantycznego budżetu, a targowiska niszczono - na zimno, planowo, by napędzić klientów zagranicznym sklepom wielkopowierzchniowym. ZUS zabijjał rzemieślników - szewców, krawców, rymarzy, stolarzy. ludzi naprawiających sprzęt AGD. 

*

moje pokolenie - pokolenie gierkowskiego wyżu demograficznego - na każdym kroku dostawało pałą w łeb albo kopa w twarz.  produkcja dzieci w tych warunkach była albo efektem wpadki albo czynem heroicznym. Ja sam rodzinę założyłem mając dopiero 28 lat. założyłbym zapewne 5 lat wcześniej - gdybym mial z czego utrzymać żonę i dzieci. Paraliżowała mnie ekonomia. 

*

moje pokolenie przeczołgane przez urzędasów i januszy biznesu (często z milicyjno-partyjno-ubeckim rowodowem) podejmowało decyzję o emigracji - często nie planując wracać tu nigdy. Znałem dziewczynę która ożeniwszy się z francuzem nie uczyła nawet swoich dzieci mówić po polsku.  Po prostu "nasze" państwo tak nam dopiekło, że traciliśmy jakikolwiek patriotyzm. Kto mógł zaczepiał się nielegalnie do pracy na zachodzie. Polacy pracujący w Anglii często mieli troje dzieci.

*

dziś widzimy po prostu nieuniknione skutki trzech dekad planowego niszczenia społeczeństwa. Dodajmy - nadal nie jest lepiej. Zarobki ciut wyższe, (choć nadal o połowe zbyt niskie) bezrobocie utrzymane w ryzach, ale ceny nieruchomości to nadal obłęd, a porowadzenie biznesu to katorga. do tego władza nieustannie dop... kolejne przepisy żeby było jeszcze trudniej budować i utrzymać domy. 

*

Od ilu to już lat postuluję wprwadzenie programu "mały dom w cenie samochodu".  

*

Pytanie powinno brzmieć: kto "naszym" politykom zlecił tę robotę i ilu ówczesnych oraz obecnych decydentów powinniśmy za to osądzić a potem powiesić.  

 

______________________________________________________________________________________-

* procedura ok 1993 roku wyglądała tak: rejestrujesz się w urzędzie pracy. Przychodzisz - hurrra! są oferty. Kilka-kilkanaście - wiszą w gablocie. Czasem staże, czasem "na poważnie". Stawka skrajnie dziadowska - ale jest w człowieku determinacja żeby coś mieć choćby kiepskiego ale na początek... Zapisujesz numer papierka z gabloty.  Stoisz w kolejce. np 40 minut. albo 1,5 godziny. Dostajesz jedną ofertę na raz - tj. adres człowieka szukającego pracownika. Jedziesz tam - np. na drugi koniec miasta, na miejscu dowiadujesz się że już nieaktualne. Wracasz do urzędu, zowu odstajesz swoje w kolejce, dostajesz kolejny adres jedziesz... Znów nieaktualne.  Biurewka w UP powinna zadzwonić do firmy i zapytać czy oferta aktualna -  ale po co - czas bezrobotnego petenta jest przecież mniej wart niż jeden impuls telefoniczny... Poza tym symuluje się pracę. Bo i oferty wiszą i koleka stoi, i ludzi się kieruje pod adresy - z pozoru robota aż wre. Ale jej efektywność jest zbliżona do zera. W ciągu 5 dni bezrobotny może tak sprawdzić powiedzmy 20 adresów. i 20 razy usłyszeć dokładnie to samo. "Już nieaktualne". Byłem zrejestrowany jako bezrobotny przez ok 6 miesięcy. Aha - jak się jest bezrobotnym to nie wolno zarobić ani złotówki np. pisaniem artykułów. no to się wyrejestrowałem. 

Image

© 2024 Andrzej Pilipiuk | Wszystkie prawa zastrzezone| Realizacja: AS DIGITAL