Dwie strony sporu:
Z jednej strony szanowany profesor - człowek który już pod koniec lat 70-tych zaryzykował wolność i karierę naukową, wiążąc się z organizacjami niepodległościowymi i publikując w podziemiu prace naukowe odkłamujące historię Polski.
Z drugiej lewaczka-feministka z tytułem magistra i praktycznie zerowym dorobkiem naukowym. była "członkini" jaczejki niejakiego palikota. Obecnie paroksyzmem mułów dennych wykonuje funkcję ministra.
*
Oś problemu:
Profesor napisał książkę do użytku szkolnego. Kobieta walnęła tekstem że "są tam kłamstwa na każdej stronie". Był to element długiej kampanii szczucia i judzenia. Została pozwana. Sąd nakazał jej przeprosić uczonego. (ale to On pokrywa koszty pocesu - dlaczego?) Kobieta od tego skandalicznego wyroku i tak złożyła apelację, nie planuje przepraszać... W dodatku uważa że wygrała.
*
Widzę to identycznie. TAK, WYGRAŁA.
Takie mamy dziś sądy.
Nie siedzi w więzieniu, nie musi płacić nawiązki na cele charytatywne, nie skazano jej np. na zamiatanie ulic, nie musi przepraszać na łamach gazet.
Ergo: zrobiła co chciała, ku uciesze podobnych sobie napluła w twarz człowiekowi za którym nie jest godna chodnika zamiatać.
*
A teraz przypomnijmy sobie sprawę d.wellman vs J.Piekara
Jeden faktycznie zbyt uszczypliwy wpis na facebooku kosztował Pisarza bodaj 465 tysięcy złotych.
Znając realia tego zawodu zakładam że były to jego całe oszczędności z kilku lat skrzętnego ciułania.
Na tyle sąd wycenił "straszliwą krzywdę" ważnej pani z telewizji...
*
Ergo: możesz być uznanym pisarzem, możesz być profesorem, możesz być legendarnym opozycjonistą - w starciu z ludzmi powiązanymi z władzą nie masz żadnych szans. Oni są nietykalni. Ciebie wolno im obrażać, poniżyć, nawet zniszczyć finasowo. Sądy pomogą.

© 2024 Andrzej Pilipiuk | Wszystkie prawa zastrzezone| Realizacja: AS DIGITAL